Anna Sobańda: Znana jest pani z uważnego dobru scenariuszy, czym przekonała panią do siebie „Pułapka”?

Agata Kulesza: Przeczytałam cały scenariusz na raz i uznałam, że historia jest bardzo ciekawa, że sama chciałabym obejrzeć taki serial. Pomyślałam, że jest to rodzaj przedłużonego filmu, który podzielimy na 6 odcinków. Spodobało mi się także to, że moja rola nie jest jednoznaczna, jest dosyć chropowata, nie do końca na początku lubiana, czyli taka jak lubię. Miałam co tam zagrać. Spojrzałam na materiał, jaki mam do zagrania i uznałam, że jest ciekawy.

Swoje bohaterki nazywa pani „silnymi ofiarami”, czy Olga Sawicka z „Pułapki” też taka jest?

Nie mogę za wiele powiedzieć, żeby nie zdradzić fabuły, ale tak, ona też taki rys ma.


Pani bohaterka będzie się zmagała z kryzysem twórczym, co przełoży się na częste zaglądanie do kieliszka. Aktorsko to chyba interesujące?

Postać z problemem jest zawsze interesująca. Olga Sawicka to rzeczywiście taka zagubiona osoba. Jest pisarką powieści kryminalnych, odniosła sukces i nieźle sobie radzi, ale ma niepozałatwiane sprawy w życiu osobistym, które okazują się dosyć trudne, a nawet traumatyczne. Nagle dzieje się coś, co sprawia, że trzeba będzie nie tylko załatwić te sprawy i skonfrontować się z samą sobą, ale jeszcze komuś pomóc. Nie wyolbrzymiałabym faktu, że ona pije. To element podkreślający, że w środku jest bałagan, że ma jakiś problem. Ale nie chodzi o picie, problemem jest samotność, niemożność poradzenia sobie. Pytanie brzmi: dlaczego ona pije? Chodzi o to, czym jest obarczona, co niesie ze sobą.

Powiedziała pani w jednym z wywiadów „to, w jakich rolach jestem obsadzana, wynika z tego, jak wyglądam”

Tak, to prawda, ponieważ kamera widzi we mnie siłę i smutek, dlatego takie role są mi proponowane. Kamera pewne rzeczy uwydatnia i akurat u mnie te cechy są najbardziej widoczne. Kiedy się nie uśmiecham, wyglądam jak absolutnie smutna osoba, którą tak naprawdę nie jestem, ale to widzi kamera i to prawdopodobnie widzą też reżyserzy.


Co było największą trudnością na planie „Pułapki”?

Tempo pracy. To była praca jak nad filmem, ale w tempie serialowym, co zawsze jest bardzo trudne.


Jesteśmy świeżo po światowym sukcesie filmu „Zimna wojna”, czy otrzymuje pani w związku z tym propozycje ról zza granicy?

Tak, mam propozycje zagraniczne, ale nie mogę o nich mówić, dopóki nie podpiszę umowy. Kilka z nich rozpatruję, ale zobaczymy, co z tego będzie. Póki co zapraszam na „Zabawę, zabawę” Kingi Dębskiej. W lutym wejdę na plan nowego filmu, w maju pewnie wejdę na plan kolejnej produkcji, a we wrześniu rozpoczynam próby w teatrze.

Czyli nie zamyka się już pani na role w zagranicznych produkcjach?

Ja się nigdy na nie nie zamykałam, uważam po prostu, że muszę robić to, na co mnie stać i co będę potrafiła unieść.

Co jest dla pani zawodowym Olimpem?

Nie znudzenie sobą widza. Chodzi o to, żeby grać latami, a nie być tylko chwilową modą. Patrzę na Janusza Gajosa - to jest tak wybitny aktor, że się nie nudzi. Cały czas jest na topie i nadal uprawia współczesne aktorstwo, a przecież aktorstwo też się starzeje. Nie sądzę jednak, żeby powiedział, że jest na Olimpie. Chciałabym, żeby ten zawód mi się nie znudził i żebym ja się nie znudziła.

Sposobem na to jest wybieranie ról według intuicji?

Zwracam uwagę na atrakcyjność propozycji, ale jeśli uważam, że już taką rolę grałam, to wtedy mówię „no nie, to bez sensu, bo będę grała tylko jeden typ roli”. I tak gram pewien typ ról i to jest normalne, bo wyglądam jak wyglądam i wnoszę to, co wnoszę. Czasami jakaś propozycja mi się spodoba, a potem dochodzę do wniosku, że przecież już to zagrałam.

Rok temu odbierając statuetkę Orła apelowała pani ze sceny o zgodę w społeczeństwie. Podziałało?

Nie podziałało, nie widzę w społeczeństwie żadnej zmiany. Trzeba dalej apelować

Kolejne odcinki serialu "Pułapka" można oglądać w każdą niedzielę o godzinie 21.30 na antenie TVN