Udziałowcy 21st Century Fox, amerykańskiego przedsiębiorstwa branży medialnej i telewizyjnej, wycenili w piątek swoją firmę, którą sprzedają koncernowi Disney’a , na 71.3 mld dolarów. Nowo powstała spółka ma zainwestować w serwis streamingowy konkurencyjny dla Netflixa, czołowego serwisu oferującego usługę przesyłania strumieniowego, dzięki któremu użytkownicy mają dostęp do szerokiej oferty filmów i seriali.

A w ostatnich dniach Netflixowi nie działo się najlepiej. 16 lipca firma zaprezentowała wynik dotyczący przypływu nowych subskrypcji w II kw. 2018 r. Rezultat nie spełnił oczekiwań inwestorów. Przewidywano, że przybędzie około 6.2 mln nowych użytkowników wykupujących miesięczny abonament, lecz w rzeczywistości liczba ta wyniosła zaledwie 5.2 mln. Spowodowało to spadek wartość akcji spółki o około 14 proc. (od tego czasu ulegają nieustannym wahaniom – jeśli 11 lipca trzeba było zapłacić 420 dol. za papier, to dziś było to 360 dol.).

Ostatnie fluktuacje mogą mówić więcej o umiejętnościach wróżbiarskich menadżerów firmy, niż o ich faktycznych kompetencjach biznesowych. W poprzednich kwartałach wyznaczano cele biznesowe identyczne, jak w II kw. – i za każdym razem udawało się je nie tylko osiągać, ale też przekraczać. Aż do tej feralnej daty. Choć aby być uczciwym, raz podobna sytuacja się już wydarzyła – w II kw. 2016 r. wartość akcji spółki spadła o około 13 proc. Ale wtedy jeszcze udało się Netflixowi wygrzebać z kłopotów.

Reed Hastings, dyrektor generalny Netflixa, pytany w tym tygodniu, dlaczego firma ma takie kłopoty z zakreślaniem celów, oświadczył, że… nie ma pojęcia. Nigdy też, przyznał, nie udało im się dojść do tego, co spowodowało krach w 2016 r. Do wpadki z tego roku się nie odniósł.

Część ekspertów uważa jednak, że niewypełnienie planów w pozyskiwaniu nowych subskrypcji, było spowodowane obniżeniem się jakości oryginalnych produkcji spółki. Metacritic, amerykański serwis poświęconym filmom, wskazuje, że w ostatnim kwartale średnia ocena wystawiona przez ich użytkowników serialom Netflixa, wynosi tylko 6.4 na 10, kiedy średnia ocena ich wszystkich produkcji to 7.2. To tym bardziej ciekawe, że krytycy docenili twórczość serwisu - w ciągu całego roku otrzymał ponad 100 nominacji do nagród, tym samym po raz pierwszy przebijając swojego głównego konkurenta, HBO.

Mimo tego inwestorzy martwią się o swoje pieniądze, dzięki którym firma była w stanie sfinansować nowe produkcje. W ciągu dwóch lat dług spółki urósł o około 6 mld dolarów, przekraczając liczbę 8.3 mld. Wynik ten jest równy ponad połowie dochodów Netflixa z ubiegłego roku, które wyniosły 14 mld dolarów.

Według polskiego filmoznawcy i krytyka filmowego Michała Oleszczyka problemem serwisu jest popadnięcie rutynę. – Ich seriale niewiele się różnią od siebie – mówi. I dodaje, że być może oznacza to brak wyrazistej, twórczej osobowości, która poprowadziłaby serwis w mniej oczywistym kierunku. - Na przykład stawiając na twórców niekonwencjonalnych. Jedynie „Easy” Joe’a Swanberga z 2016 r. wnosi jakiś powiew świeżości do produkowanej fabrycznie masówki. Trudno dziś w Netflixie szukać kreatywnego wydźwięku, który znajdujemy w produkcjach HBO. Błędem było porzucenia jakości dla ilości produkcji – dodaje.

Jego zdaniem nawet niewielkie zachwianie wzrostu subskrybentów powinno budzić niepokój CO firmy, zwłaszcza w sytuacji, gdy pod bokiem wyrasta mu konkurencja. I to taka, która raczej nie będzie mieć problemów z finansowaniem.

Ale jak na razie pogłoski o rychłej śmierci Netflixa wydają się przesadzone. Choć straciły na wartości, to i tak akcje spółki należą do najdroższych w przemyśle filmowym. Te „zaledwie” 360 dolarów za jedną to i tak trzy razy więcej niż trzeba dać za papier Disney’a.

Netflix wciąż kręci film za filmem: jest w trakcie realizacji 82 produkcji oryginalnych oraz setek programów telewizyjnych. Tylko w tym roku spółka planuje wydać na swój kontent 12-13 mld dolarów. Dla porównania - Warner Brothers przedsiębiorstwo mediowe z przewagą amerykańskiego kapitału, planuje wypuścić tylko 23 filmy. Zobaczymy, czy ta sunąca w zawrotnym tempie taśma produkcyjna dowiezie Netflixowi sukces, czy ulegnie awarii.