Dziennik.pl: Już niebawem minie rok od Pani debiutu w Telewizji Polskiej. Jakie są Pani wrażenia dotyczące pracy w TVP?

Beata Tadla: Myślę, że nie było dnia, żebym się nie cieszyła, że tam jestem. Po pierwsze dlatego, że zostałam naprawdę świetnie przyjęta przez zespół. Zespół który niesamowicie polubiłam, ponieważ są to ludzie bardzo zdolni, pracowici i tak różnorodni, że codziennie czegoś się od siebie nawzajem uczymy. To jest też zespół, który ma głębokie przekonanie, że wspólna praca jest wartością. A jest to praca, która pozwala mi się rozwinąć dużo bardziej, niż miałam okazję to robić wcześniej. Nie tylko dlatego, że prowadzę samodzielnie najlepszy program informacyjny w Polsce. Proszę sobie na przykład wyobrazić, że niedawno, przez dwa dni byłam pod Muszyną, w maleńkim kościółku w Leluchowie, gdzie realizowaliśmy program o zagrożonym gatunku nietoperzy. Ja, ze swojego rozpędzonego, zestresowanego świata, nagle wpadłam na strych drewnianego, starego budynku i obserwowałam małe podkowce. To było niesamowite oderwanie się od rzeczywistości. 

Czy zauważyła Pani jakieś duże różnice miedzy telewizją publiczną, a komercyjną?

Nie chciałabym się na ten temat wypowiadać, ponieważ to są dwa różne światy. Zupełnie różne.

Jak ocenia Pani decyzję TVP o zdjęciu z anteny programu „Kawa czy herbata?”, w którym Pani również prowadziła swój cotygodniowy cykl?

Kawa czy herbata?” była dla mnie fantastyczną przygodą. Bardzo się cieszę, że mogłam prowadzić ten program. Wielu ludzi zmieniło dziś swoje przyzwyczajenia. Kiedy budzą się rano już nie włączają radia, ponieważ nabyli odruch włączania telewizora i chcą się jak najwięcej dowiedzieć. Teraz w Jedynce zamiast „Kawy czy herbaty?” o poranku emitowany będzie program TVP Info, a więc szybka i rzetelna informacja. Myślę, że to jest coś, czego przed wyjściem do pracy, czy podczas przygotowywania śniadania ludzie po prostu chcą. To ich rozpędza, dodaje energii. A ja również będę się teraz pojawiać się na antenie TVP Info.

Będzie Pani prowadziła jakiś nowy program?

Tak, po głównym wydaniu „Wiadomości”, rozpoczynamy nowy program publicystyczny, który będzie się nazywał „Dziś wieczorem”. Będzie to rozmowa z gościem. Tuż po „Wiadomościach”, zapraszamy widzów do TVP Info, gdzie dziennikarz, który w danym dniu nie prowadził serwisu informacyjnego, poprowadzi takie spotkanie z gościem. Będzie to bohater dnia, bohater wydarzeń, ktoś, kto pozwoli nam uzupełnić „Wiadomości”. Ten program nigdy nie będzie w oderwaniu od „Wiadomości”, będzie zaś pogłębieniem najważniejszego, bądź najciekawszego tematu z danego dnia.

Ostatnio w mediach dużo mówi się o kondycji polskiej telewizji. Czy zgadza się Pani z zarzutem o tabloidyzacji?

Jesteśmy o wiele, wiele dalej niż codzienna prasa bulwarowa, czy portale internetowe, które żywią plotką, nieszczęściem, sensacją. Myślę, że telewizja publiczna, w swojej misji, którą na szczęście realizuje, chce ludziom pokazywać świat, a nie go kreować. Od kreowania rzeczywistości są kolorówki i one to robią. I jeśli jest czytelnik, który tego pragnie, to wciąż będą to robiły. Nasz widz jest mądry, w związku z czym, nie możemy karmić go papką i nieprawdą. My jesteśmy od tego, żeby pokazywać taki świat jaki on jest w danej chwili. I naprawdę nie jest naszą rolą wymyślanie, koloryzowanie, dodawanie czy budowanie niepotrzebnych emocji. Naszą rolą jest pokazywanie świata, nawet jeśli nie jest on różowy. Tak więc nie da się porównać nas do tabloidu, ponieważ wypełniamy inną przestrzeń społeczną, inne ludzkie potrzeby.

Wiele mówi się w ostatnim czasie o zmianach, jakie przechodzą media. Jak Pani zdaniem zmienia się telewizja?

Skończyły się czasy, gdy o 19.30, jeszcze „Dziennik telewizyjny” był pierwszym dostarczycielem informacji. Wówczas, jeśli ktoś nie słuchał radia, to włączał wieczorem telewizor i dopiero wtedy dowiadywał się, oczywiście z odpowiednią dawką propagandy, co się na świecie i w kraju wydarzyło. Natomiast dzisiaj, widz, który zasiada wieczorem przed telewizorem, jest zazwyczaj dobrze poinformowany, bo oprócz tego, że są telewizje informacyjne, to oczywiście jest Internet. Świat informacji jest więc obecnie zupełnie inny, a naszym zadaniem jest wyjaśnić widzowi, co się wydarzyło, przeprowadzić go przez meandry tego świata, tłumaczyć zjawiska i to, jak one wpływają na życie widza. Jednocześnie trzeba też nie zanudzić tego, który już wie, ale też poinformować tego, który jeszcze nie wie. To jest trudne zadanie i myślę, że dziennikarstwo w tym znaczeniu się zmienia, że my już nie jesteśmy tymi, którzy przynoszą newsa, tylko wyjaśniamy, na czym ten news polega, dlaczego on jest ważny i jak on wpływa na świat i nasze życie. Sądzę więc, że rola dziennikarza zaczyna sprowadzać się do roli przewodnika.

Przy takim rozumieniu roli dziennikarza, może pojawić się zarzut o brak obiektywizmu i niebezpieczeństwo narzucania odbiorcy własnej wizji świata i sposobu interpretacji danej wiadomości.

Myślę, że nie ma niebezpieczeństwa narzucania interpretacji, jest za to własna narracja. W sytuacji, w której ma Pani do wyboru tak wiele kanałów przepływu informacji, to Pani jako widz, czytelnik, czy słuchacz, może sobie z tego wachlarza wybierać. Świat mediów daje wiele możliwości i to jest tylko na korzyść odbiorców, którzy mogą sobie sami decydować. Dzięki temu możemy wyrabiać własny światopogląd na podstawie wszystkiego, co obejrzeliśmy, przeczytaliśmy, czy czego wysłuchaliśmy. To sprawia, że jesteśmy mądrzejszym widzem, mądrzejszym, bo wybierającym, a nie takim, który ogląda jeden kanał i jest podatny na manipulacje. Jeśli ktoś nie chce być poddawany manipulacji, powinien oglądać wszystko i samodzielnie decydować, co jest dla niego najlepsze.

Pani Beato, ostatnio sporo szumu zrobił jeden z wpisów zamieszczonych na Pani blogu. Czy naprawdę tak bardzo nie podobało się Pani nad polskim morzem?

A przeczytała Pani cały wpis?

Tak, przeczytałam i dotarłam też do informacji, iż niektóre z odwiedzonych miejsc się Pani spodobały. Trzeba jednak przyznać, że opinia na temat miejscowości, które nie przypadły Pani do gustu, była bardzo surowa.

Ponieważ pojechałam do kilku miejsc, w ciągu zaledwie kilku dni, miałam możliwość dokonania bardzo szybkich porównań. Specjalnie nie wymieniałam nazw odwiedzanych miejscowości. W jednej zobaczyłam, jak pięknie zmienia się krajobraz, jak ujednolica się architektura. Jestem wrażliwcem, estetą i kulturoznawcą z wykształcenia, więc to są rzeczy, na które natychmiast zwrócę uwagę. I kiedy widzę w jednej miejscowości dobrą rękę gospodarza i jakiś pomysł, to oczywiście jest to warte pochwały, co też uczyniłam na swoim blogu. Natomiast, jeśli nie mogę przejść przez deptak, bo potykam się o puste pojemniki po piwie, jeśli moje myśli zagłusza rąbanka muzyczna, to ja na pewno tam nie wrócę. Świetnie, że mam wybór, ale mam też prawo mówić to, co czuję i wyrażać opinię na temat otoczenia.

Czyli nie przekreśla Pani polskiego morza jako miejsca do wakacyjnego wypoczynku?

Absolutnie. Polskie morze jest piękne, ja je uwielbiam. W takich podróżach wybieram miejsca, w których czuję się najlepiej. Po tej publikacji na blogu uczyniono mi zarzut, że po co tam jeżdżę, skoro mi się nie podoba. Ale przecież najpierw musiałam pojechać, żeby się przekonać, że mi się nie podoba i teraz kiedy już wiem, pewnie tam nie wrócę. Z pewnością zaś znów pojadę do miejscowości, w których czułam się dobrze, gdzie było ładnie, spokojnie i estetycznie.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Beata Tadla - polska dziennikarka radiowa i telewizyjna. Przez wiele lat związana ze stacją TVN oraz jej informacyjnym kanałem, TVN24. W 2012 roku zdecydowała się przejść do Telewizji Polskiej, gdzie od listopada prowadzi główne wydanie "Wiadomości" TVP1. Jest także autorką książek "Pokolenie '89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce", "Kto pyta nie błądzi – rozmowy wielkich i niewielkich" i "Niedziela bez Teleranka".