Dziennik.pl: Serial "Dzwony wojny" będzie opowiadał o I wojnie światowej, która w Polsce budzi znacznie mniej emocji niż ta, która rozpoczęła się w 1939 roku. Czy sądzi pan, że ta produkcja przyciągnie przed ekrany szeroką publiczność?

Juliusz Braun: Jestem przekonany, że dobrze opowiedziana i dramaturgicznie ciekawa historia związana z I wojną światową będzie dla polskiego widza ciekawa. I może właśnie dlatego, że będzie ona opowiedziana głównie z punktu widzenia BBC, będzie ciekawa. Polacy będą mogli przekonać się, jak oni, czyli Brytyjczycy widzą te wydarzenia. Myślę więc, że wzbudzi zainteresowanie widzów. W ogóle historyczne filmy i seriale budzą zainteresowanie naszej publiczności, dlatego też jestem pewien, że widzowie dopiszą.

Głównymi bohaterami serialu będą dwaj żołnierze, żaden z nich jednak nie będzie Polakiem. Czy polskie wątki pojawią się w produkcji?

One będą się pojawiały, ale oczywiście nie jest to film dokumentalny, więc pojawią się w tych momentach, w których splatają się z wątkami osobistymi głównych bohaterów.

Skąd zatem pomysł, by serial został w całości nakręcony w Polsce i we współpracy z Telewizją Polską i polskimi twórcami filmowymi?

Współpracę z BBC, z inicjatywy pana Darka Jabłońskiego, rozpoczęliśmy przy „Szpiegach w Warszawie”. Wtedy sprawą oczywistą było, że skoro serial opowiada o wydarzeniach w Warszawie, to tutaj powinny powstawać zdjęcia. Chociaż wówczas też były przygotowywane plenery w innych miejscach, Warszawę na przykład miały grać jakieś uliczki w Paryżu. Ostatecznie okazało się, że to Warszawa zagrała paryskie ulice. Mieliśmy więc przetartą ścieżkę. Poznaliśmy przedstawicieli BBC przy okazji „Szpiegów w Warszawie” i kiedy pojawił się temat I Wojny byliśmy zainteresowani. BBC ma bardzo dużo pieniędzy, co nie oznacza, że nie szuka koproducentów, którzy wniosą dodatkowy wkład. Dla nas jest to także szansa, aby w Telewizji Polskiej pokazał się premierowy serial, zrobiony przy naszym udziale, ale z europejskim rozmachem.

Po „Szpiegach w Warszawie” pojawił się zarzut, że zastosowanie dubbingu zepsuło wielu widzom odbiór serialu. Czy przy „Dzwonach wojny”, które również zostaną nakręcone w języku angielskim, ta sugestia publiczności zostanie uwzględniona?

Tak, w tym przypadku nie będzie dubbingu, chociaż ja byłem jego zwolennikiem. Uważałem, że film dotyczący Warszawy, którego akcja rozgrywa się w naszej stolicy, kręcony przy udziale Telewizji Polskiej, w którym Polak i Francuz mówią po angielsku, będzie dziwny w odbiorze. Natomiast rzeczywiście przekonaliśmy się o tym, że polska widownia nie lubi dubbingu, woli zaś słuchać lektora. Wydaje mi się to czasami dziwne, ale tak jest.

Czy serial jest konsultowany z polskimi historykami?

Oczywiście mamy konsultantów, ale to nie jest film historyczny. Pilnujemy, żeby nie było w nim błędów, zadbaliśmy na przykład o to, by pojawiło się w nim odniesienie do bitwy pod Gorlicami, o której nawet niewielu Polaków słyszało, a była to druga po Verdun największa bitwa I Wojny Światowej, a na pewno największa na wschodnim froncie. To są jednak tylko odniesienia i małe sugestie, bowiem sam film opowiada o losach i osobistych przeżyciach młodych ludzi.

Zostawmy temat „Dzwonów wojny”, ale pozostańmy przy serialach. W ostatnim czasie szerokim echem odbiła się decyzja Telewizji Polskiej, polegająca na rezygnacji z kolejnych sezonów bardzo popularnej, amerykańskiej produkcji „Homeland”. Czy to oznacza, że TVP nie zamierza inwestować w zagraniczne hity serialowe?

Oczywiście będziemy inwestować tam, gdzie to będzie możliwe. Według stanu na dziś, w Jedynce dalszych sezonów „Homeland” nie będzie, ponieważ nie da się emitować filmu, który ma tak małą widownię. Często słyszałem taki zarzut, że trzeba było pokazać ten serial wcześniej, wówczas zgromadziłby więcej widzów. Problem polega na tym, że niektórych produkcji nie można wyemitować wcześniej, ponieważ są zasady finansowe, że serial najpierw musi być pokazywany w telewizji kodowanej, potem zostaje wypuszczony na płytach, a dopiero później może być pokazany w telewizji otwartej. Ten serial nie jest adresowany do szerokiej grupy widzów, to jest dość specyficzna, bardziej wymagająca i lepiej przygotowana widownia, która sprawnie posługuje się Internetem i płatną telewizją. Dlatego też połowa potencjalnych widzów obejrzała ten serial wcześniej. Tak więc nie stać by nas było na to, by kupować kolejne odcinki dla tak małej grupy widzów.

Widzowie mogą zatem liczyć, że na antenie TVP będą pojawiały się zagraniczne hity serialowe?

Oczywiście, że mogą, choć obserwujemy wyraźne zjawisko, że na kanałach ogólnych, czyli Jedynce i Dwójce, zdecydowanie większym zainteresowaniem cieszą się produkcje polskie, bądź dotyczące polskiej tematyki, jak na przykład „Anna German”.

Jak z perspektywy czasu ocenia pan decyzję o wyemitowaniu w Telewizji Polskiej serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, niemieckiej produkcji opowiadającej o II Wojnie Światowej?

Kontrowersje były i przed i po emisji serialu, a ja jestem przekonany, że była to słuszna decyzja. Oprócz kontrowersji, były bowiem także dyskusje, a żeby dyskutować, trzeba znać inne punkty widzenia. Dla polskich widzów, było to bardzo ważne doświadczenie i okazja do tego, aby zobaczyć jak niemiecki film pokazuje II wojnę światową.

Czy TVP ma zatem w planach pokazanie innych produkcji, które opowiadałyby o jakiś elementach polskiej historii, ale z punktu widzenia innych państw?

Rozmawiamy o różnych projektach, na bardzo wstępnym etapie rozmów są nawet takie, dotyczące II wojny światowej. Takie produkcje są jednak kosztowne. Jeden odcinek „Dzwonów wojny” będzie kosztował cztery razy tyle, co jeden odcinek „Czasu honoru”.

A może, patrząc na dyskusję, jaka rozpętała się po emisji „Nasze matki, nasi ojcowie”, warto byłoby pomyśleć o jakiejś koprodukcji z Niemcami traktująca właśnie o II wojnie światowej?

Nie ukrywam, że myślimy o tym, ale jest to bardzo trudny temat.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Juliusz Braun - prezes zarządu Telewizji Polskiej, dziennikarz i polityk. W latach 1999 - 2003 pełnił funkcję przewodniczącego KRRiT. Był posłem na Sejm X, I, II i III kadencji.