Zaskakujące, ale Kasi w Pomorskim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gdyni nikt nie rozpoznał. Przyszła godzinę przed egzaminem szczelnie opatulona w zimową kurtkę. Dopiero gdy wyczytano jej nazwisko, wśród zdających od razu zrobiło się gwarno - ujawnia "Fakt".

Córce premiera przypadł samochód z numerem 12 i najwyraźniej przyniósł jej szczęście. Musiała pokazać egzaminatorowi, na co ją stać. Najpierw sprawdziła, czy z autem wszystko jest w porządku - co się dzieje pod maską, czy działają wszystkie światła. W końcu ruszyła. Przed nią był tzw. rękaw, czyli parkowanie przodem i tyłem, a potem ruszanie z górki. "Bardzo bałam się tej części, kiedy wsiadłam do samochodu, to noga na sprzęgle latała mi jak galareta. Jak tylko przekręciłam kluczyk, to samochód zgasł, bo był na biegu, na szczęście miałam miłego egzaminatora" - opowiada "Faktowi".

Potem było jak u rasowego kierowcy. Rękaw i ruszanie z górki Kasia zaliczyła bez trudu, w końcu wyjechała na miasto i trzeba przyznać, że radziła sobie doskonale, mimo że pogoda zupełnie jej nie sprzyjała, bo cały czas lał deszcz. Córka premiera jechała spokojnie. W końcu mogła wracać do ośrodka, a z jej twarzy nie znikał uśmiech. "W mojej rodzinie wszyscy zdawali za pierwszym razem, więc nie mogłam nie zdać, byłby wstyd" - śmieje się dziewczyna. "Tata jest ze mnie dumny, mama też, ale nie wierzyła, że mi się uda" - dodaje "Faktowi"

Jeszcze przed świętami śliczna premierówna odbierze wymarzone prawo jazdy. A potem kupi sobie auto? "Nie, na razie będę jeździła 10-letnim autem mamy, to mi wystarczy" - podkreśla.