Bohaterami dokumentu są działacze „Solidarności”, którym na początku stanu wojennego udało się uniknąć aresztowań. Petrycki, który sam należał do wolnych związków, nagrywał ich monologi i rozmowy w pełniących funkcję kryjówek prywatnych mieszkaniach. Robił to na zamówienie podziemnego wydawnictwa Czesława Bieleckiego, a potem także z myślą o zagranicznych korespondentach. Po latach wyselekcjonował najciekawsze spośród ocalałych materiałów i stworzył na ich podstawie fascynującą, 40-minutową opowieść. Zrezygnował z obszernych wyjaśnień i gadających głów – jego bohaterowie, czyli m.in. Jacek Kuroń, Zbigniew Bujak czy obecny przez moment na ekranie Marek Edelman emanują tak ogromną siłą, że jakikolwiek dodatkowy komentarz do ich słów byłby całkowicie zbędny.

„Moje zapiski z podziemia” zamiast epatować frazesami i cierpiętnictwem, pokazują żywych ludzi: z doklejonymi wąsikami, w absurdalnych perukach, których założenie było dyktowane obawą przed dekonspiracją. Zwyczajnym tonem, niemal swobodnie, mówią oni rzeczy, które obecnie cytowane są nabożnym szeptem: „trzeba przeciwstawić się złu”, „nie wolno się poddawać”. Słowa dziś przekute w mity wtedy były wygłaszane w dyskusjach i wykrzykiwane w emocjach. Wybrzmiewały między jednym a drugim papierosem, między łykiem kawy a żartem. Lekcja historii, która odsłania ten świat, nikomu nie powinna wydać się nudna ani uproszczona.

MOJE ZAPISKI Z PODZIEMIA | Canal+ | niedziela, godz. 16.00