Popularna para udzieliła wspólnego wywiadu do najnowszego numeru magazynu "Viva!". Jednym z poruszonych przez zakochanych tematów był ślub. I choć dziennikarka zapewniała, że na ślubie jej nie zależy, to postanowiła poruszyć ten temat.

Beata Tadla zarzuciła partnerowi niewywiązywanie się z obietnic, w tym z obietnicy oświadczyn:

Wiele rzeczy deklarowałeś. W spełnianiu obietnic nie jesteś najlepszy. Ale ja już przywykłam. A słowa są ważne. Więc nie rzucałabym na wiatr obietnic. Na przykład tego, że się ze mną ożenisz. Słowa mają dla mnie ogromne znaczenie, dla Jarka mniejsze. Sama sprawa ślubu kompletnie się dla mnie nie liczy. Mówię wyłącznie o wypowiadanych deklaracjach.

Jarosław Kret bronił się twierdząc, że nie oświadcza się ukochanej ponieważ ... jest feministą:

Generalnie to jest przeciw mojemu rozumieniu świata. Jestem feministą, walczącym i wojującym. Moim zdaniem to jest idiotyczne w drugiej dekadzie XX wieku, że kobieta przyjmuje nazwisko męża. Może się kiedyś ożenię...

Takie wyjaśnienia nie przekonały dziennikarki:

Ja bym w życiu nie przyjęła twojego nazwiska, bo mi się moje bardzo podoba. A skąd wiesz, że ja wtedy będę chciała ślubu? Ja jestem potwornie stęskniona za tym czasem, kiedy byłam najważniejsza i najpiękniejsza, była burza uczuć i wszystko toczyło się wokół mnie. Dzisiaj jestem gdzieś tam sobie obok i trochę jest mi smutno z tego powodu.

Pogodynek nie zważając na argumenty ukochanej, dalej brnął w swoje rozważania na temat niezależności kobiet:

Tu chodzi o szersze zjawisko. Śluby miały rację bytu wtedy, kiedy kobieta była bardzo zależna od mężczyzny, bo nie pracowała, była, bidulka, kurą domową, trzeba podkreślić: bidulka, a on chodził z pałką lub mieczem i zdobywał jedzenie. Problem polega na tym, że my już żyjemy w świecie, w którym zmierzamy do bardzo dużego równouprawnienia, gdzie kobieta jest na równej pozycji z mężczyzną. W związku z tym zawieranie ślubów jest bez sensu. Tak jak przyjmowanie nazwiska męża. Jakby to brzmiało: Beata z domu Tadla, Kretowa?

Dyskusję na temat ślubu zakończyła zniecierpliwiona Beata Tadla:

Nie wiem, dlaczego znowu do tego wracasz, ponieważ nie przyjęłabym twojego nazwiska. To po pierwsze. Po drugie, uważam, że słowa się liczą i jeśli coś się deklaruje to powinno się brać za to odpowiedzialność. Po co się potem tłumaczyć albo żałować? Warto wypowiadać się świadomie.