W grudniu mija 31 lat od emisji pierwszego odcinka "Randki w ciemno". Kojarzenie par na ekranie było wówczas prawdziwą rewolucją, choć jak twierdzi pierwszy prowadzący show, siermiężna polska wersja i tak była "totalną odwrotnością" amerykańskiego oryginału.

Reklama

Do "Randki w ciemno" uczestników dowożono osobno

Zasady programu, którego pierwszy odcinek wyemitowano 11 grudnia 1992 r., były proste. Kobieta wybierała mężczyznę lub mężczyzna kobietę spośród trzech niewidocznych kandydatów, lub kandydatek poprzez zadawanie im odpowiednich pytań. Wyboru dokonywali na podstawie odpowiedzi, kierując się wyłącznie własną intuicją oraz podpowiedziami "głosu" zza kadru, który w kilku zdaniach potrafił nakreślić sylwetkę potencjalnych drugich połówek.

Podobno produkcja wyjątkowo dbała o zachowanie tajemniczości i anonimowości. Kiedy pierwsze odcinki programu nagrywano w krakowskim ośrodku TVP, uczestników dowożono do studia osobnymi autokarami. Kandydaci nie mogli się zobaczyć nawet podczas postojów.

Reklama

Para, która "zwyciężała" w "Randce w ciemno" w ramach nagrody otrzymywała a właściwie losowała wspólną wycieczkę krajową lub zagraniczną.

Pod koniec każdego odcinka prezentowano zmontowany filmik z takiej podróży, pełen zabawnych w zamierzeniu, dziś budzących raczej zażenowanie, opowieści pary o wspólnie przeżytych przygodach.

Pierwszym prowadzącym "Randkę w ciemno" był Jacek Kawalec. Aktor, a dziś także wokalista Budki Suflera, zdeklasował podobno rywali do tej roli… znajomością angielskiego. Później zastąpił go młodziutki wówczas i jak sam przyznawał, nieopierzony Tomasz Kammel. Pożegnalny odcinek "Randki w ciemno" wyemitowano 24 czerwca 2005 r.

Trwa ładowanie wpisu

"Randka w ciemno" z telewizyjną przyzwoitką

Choć dziś może niewielu to pamięta, Polska lat 90. nie była jeszcze tak wyzwolona i bezpruderyjna, jakby niektórzy tego chcieli. Przyklejony miny, lekkie pytania i ciężkie dowcipy uczestników "Randki w ciemno" wywołują dziś śmiech politowania.

- W Wielkiej Brytanii prowadzącą była Cilla Black, eksdziewczyna Micka Jaggera, przebieg samego programu też był rockandrollowy. Pytała: "I co, wyjdziesz za mąż za Johna, z którym byłaś na randce?", a uczestniczka na to: "Za mąż nie, nie widzę go w roli ojczyma dla moich dzieci. Ale prześpię się z nim nie raz, bo jest świetny w łóżku" - mówił Jacek Kawalec w wywiadzie do książki "Dawno temu w telewizji" Kamil Bałuka.

- Siermiężnie to brzmiało, sztucznie - mówił pierwszy prowadzący o wypowiedziach uczestników "Randki w ciemno". We wspomnianej książce pierwszy gospodarz show zdradził, że wszystkie pytania i odpowiedzi były pisane przez twórców programu.

- Pytania i odpowiedzi brzmiały, jak brzmiały, bo uczestnicy czytali je z kartki. W dodatku nie pisali ich sami, dostawali napisane od redaktorów. Walczyłem z tym od początku - wspominał Kawalec.

Nie była to jedyna ustawka w historii programu.

"Randka w ciemno" to była ustawka

Ze wspomnień pierwszego prowadzącego wynika, że "Randka w ciemno" cała była jedną wielką ustawką. Niewiadomą pozostawał jedynie wybór kandydatki czy kandydata, a i to nie do końca prawda.

- […] nawet gdy trafił się ciekawszy człowiek, blokowały go te rozpisane dialogi, naciski, powtórki. "Proszę się uśmiechnąć, jeszcze raz, jeszcze raz" - mówił Jacek Kawalec o zżeranych tremą uczestnikach.

Jak się okazuje, oni też potrafili zorganizować sobie odpowiednią ustawkę. Kawalec wspomina w książce, że "na widowni często siedzieli znajomi, albo rodzina i wpływali na wybór". Wystarczyło, że przekazali dyskretnie umówiony znak, który numer ukrytego za parawanem kandydata czy kandydatki uczestnik ma wybrać.

Pokusą nie do odparcia, która skłaniała ludzi nawet do…drobnych oszustw była nagroda. Wycieczka do egzotycznych krajów czy nawet luksusowego hotelu w Polsce to było coś, na co w tamtych czasach niewielu mogło sobie pozwolić.

- Ludzie szaleli za tymi wycieczkami. Komuny nie było raptem od trzech, czterech lat, dopiero od niedawna każdy, kto chciał, miał paszport. To była nowość. Ale przede wszystkim chodziło o pieniądze, na takie podróże po prostu nikogo nie było stać – wspominał Jacek Kawalec.

Nie brakowało sytuacji, kiedy to do programu randkowego, wcale nie zgłaszali się single. Pary kombinowały, że dzięki zgłoszeniu i ustawce, załatwią sobie fajne wczasy na koszt producentów.

- Chłopak myślał, że pomoże dziewczynie wybrać faceta, a ona pojedzie na wycieczkę zagraniczną, to była główna nagroda. Jasne, wyjedzie z tym facetem z programu, poudaje randkę, ale coś sobie pozwiedza, zobaczy. Może uda się do niej dołączyć, skoro połowa kosztów już zapłacona? – opisywał sytuacje Kawalec w książce "Dawno temu w telewizji".

Kasy z tego nie było, za to było sporo wpadek

W tamtych czasach na brak kasy narzekali nie tylko uczestnicy, ale i prowadzący. Kiedy Jacek Kawalec wybrał się do Anglii i spotkał z Cillią Black, był w szoku, kiedy usłyszał, że prowadząca brytyjską wersję "Randki w ciemno" dostaje 36 tys. funtów za odcinek. Polski gospodarz show, robiąc tą samą robotę, zarabiał równowartość 250 funtów.

Z czasem zaczęły się nawet narzekania na nagrody. Pary, które zamiast upragnionej wycieczki do Egiptu czy Tunezji, wylosowały np. swojskie góry czy Mazury, nie potrafiły na wizji ukryć swojego wielkiego rozczarowania.

To jeszcze pół biedy, ale co, kiedy grymas niezadowolenia pojawiał się na twarzy uczestnika wybierającego, który po raz pierwszy zobaczył na własne oczy swoją "drugą połówkę"? Czy ten wyraz twarzy, mówiący "o żesz…", kiedy koleżanka wybranki zza parawanu okazywała się piękniejsza? Takich sytuacji w historii programu również nie brakowało.

Wśród wszystkich uczestników programu "Randka w ciemno" zawiązały się zaledwie cztery małżeństwa. Nie brakowało za to rozstań. Tak zdarzało się w przypadku wspomnianych wcześniej uczestników, którzy zgłaszając do programu swoją dziewczynę, "celowali" w nagrodę i… przekombinowali.

- Czasem taka kalkulacja kończyła się rozstaniem, bo randka okazywała się nie taka znowu udawana – potwierdzał Jacek Kawalec w książce "Dawno temu w telewizji".

On sam też nie miał lekko. Pierwszy gospodarz "Randki w ciemno" wyznał w książce Kamila Bałuka "Dawno temu w telewizji", że od kolegów z branży czuł pogardę z powodu prowadzenia programu, a po zakończeniu emisji, długo czekał na propozycje ról teatralnych czy filmowych.

"Randka w ciemno to był, nie oszukujmy się, program prostszy niż disco polo" – podsumował Jacek Kawalec.