Dziennik.pl: Talk show „Mała czarna”, którego jest Pani współprowadzącą, zmienia antenę. Czy wraz z przejściem do kanału Polsat Cafe, możemy spodziewać się jakiś zmian w programie?

Aleksandra Kwaśniewska: „Mała czarna” ma już tak wypracowany format, który został pokochany przez wierną grupę odbiorców, że wydaje mi się, iż nie ma sensu niczego zmieniać na siłę. Wszystko zostaje więc tak, jak było. Kasia Montgomery jest naszą główną prowadzącą, współprowadzące zaś się rotują, dzięki czemu, ile razy byśmy nie poruszały tego samego nawet tematu, to zawsze wyjdzie z tego inna rozmowa i pojawią się nowe wątki. Zwłaszcza, że dochodzą nowi goście.

Część odcinków z nowego sezonu zapewne została już nagrana, czy jakiś temat, bądź konkretna rozmowa szczególnie utkwiła Pani w pamięci?

Ja chyba za dużo już tego zrobiłam, żeby coś wychodziło na prowadzenie. Każda rozmowa jest ciekawa, dzięki temu właśnie, że są różni i ciekawi goście i że zawsze coś tam się nowego zadzieje miedzy nami, współprowadzącymi. Pamiętam, że bardzo fajna była rozmowa na przykład z Alicją Węgorzewską. Ale naprawdę trudno jest mi podsumować wszystkie te nagrania i wyciągnąć jakiś jeden, wyróżniający się odcinek.

W jednym z ostatnich wywiadów wspomniała Pani, że obecnie zawodowo koncentruje się na dziennikarstwie.

Ja na dziennikarstwie koncentruję się już od 6 lat.

Czy jest jakiś cel do którego Pani dąży w tym zawodzie? Jakieś wyzwanie, o którym Pani marzy?

Nie, właściwie moim głównym celem jest jak najwięcej pisać.

Czyli bardziej pisanie niż telewizja?

Bardziej. „Mała czarna” to jest w pełni satysfakcjonująca mnie częstotliwość pokazywania się na ekranach telewizyjnych.

Jak skomentowałaby Pani wypowiedź Karoliny Korwin-Piotrowskiej, która ostatnio uznała, że troszkę się Pani pogubiła wizerunkowo? Jej zdaniem, brak jest spójności w Pani przekazach, bowiem z jednej strony, twierdzi Pani, że nie jest celebrytką, z drugiej zaś, udziela wywiadów kolorowym magazynom i pozuje na ich okładkach.

Dla mnie liczy się nie co, ale kto mówi. Po wywiadzie, który tak krytykuje pani Karolina spotkałam się z bardzo miłym odzewem osób, które cenię znacznie bardziej. Myślę, że pani Karolina nie przeczytała lub nie chciała przeczytać wywiadu ze zrozumieniem. Nie ma w nim odżegnywania się od celebrytyzmu. Ja sobie zdaję sprawę z tego, że od tego nie da się uciec, jeśli się funkcjonuje medialnie, czy bywa na tak zwanych salonach, bądź od czasu do czasu udzieli wywiadu. Chciałam jednak zwrócić uwagę na dysproporcję w skupianiu się na tej „celebryckiej” części mojego życia w porównaniu z pracą zawodową, która jest regularnie ignorowana przez te same media, które tak chętnie o mnie piszą. Nawet jeśli brukowce cytują wywiad, który przeprowadziłam dla „Vivy!” to cytują go w taki sposób, żeby nie było wiadomo, że to ja ten wywiad zrobiłam i żeby dwie strony dalej napisać, że jestem bezrobotna. To jest świństwo. Jestem przekonana, że po dzisiejszej konferencji również pojawią się lekceważące głosy, że przyszłam się tu lansować i nawet nie zająkną się na temat „Małej Czarnej”. I tak naprawdę na to się zżymam, a nie na kwestie nomenklatury i to czy ktoś nazywa mnie celebrytką, czy też nie. Ja czuję się mocno zintegrowana wewnętrznie i nie robią mi dużej krzywdy łatki, jakie są mi przypinane. Mam jednak poczucie niesprawiedliwości wobec tego, w jak krzywym zwierciadle jestem przedstawiana. Co do samego udzielania wywiadów, jest to dla mnie jedyna forma komentowania tego, co się na mój temat pisze, naprostowania wyobrażenia o mnie. Niestety nie jest tak, że mój brak aktywności medialnej przekłada się na brak pisania o mnie. Wciąż ukazuje się mnóstwo absurdalnych artykułów, do których mogę się odnieść dopiero, kiedy udzielam wywiadu, a udzielam ich średnio 2 razy do roku, więc myślę, że nie jest to jakieś rozpasanie.

Popiera Pani wojnę, jaką Anna Przybylska wypowiedziała ostatnio nagabującym ją fotoreporterom?

Oczywiście, popieram.

Ma Pani podobny problem, z czyhającymi po domem paparazzi?

Teraz jest już trochę lepiej, bo mam poskładane pozwy przeciwko wydawcom i to na szczęście zmniejszyło rynek zbytu. Ale znam ten ból i rozumiem Annę Przybylską.

Kiedy w mediach pojawiła się oficjalna informacja, że Pani mama poprowadzi nowy cykl poświęcony starości w programie „Pytania na śniadanie” , natychmiast pojawiły się sugestie, iż jako osoba znacznie lepiej usytuowana, niż przeciętny polski emeryt, niewiele wie na temat realiów starzenia się w naszym kraju. Co Pani sądzi o takich zarzutach?

To są głupie zarzuty, świadczące o tej samej złośliwości brukowców. Rozumiem, że o mojej rodzinie modnie jest mówić źle, zorientowałam się w tym już dobrych parę lat temu i ten trend się utrzymuje. Moja mama robi coś bardzo pożytecznego od lat. W fundacji pomogła już takiej liczbie osób, że gdyby choć jednej tysięcznej tych osób pomógł ten, kto pisze takie pierdoły, świat byłby piękniejszy. Czy mojej mamy nie dotyczy starość? Czy ona się nie zestarzeje, nie dotkną jej choroby, bo jest zamożniejsza niż przeciętny emeryt? Jeśli uda jej się pozostać w dobrej formie, to będzie to zasługa tego, że się regularnie bada, rusza, dobrze odżywia. To nie są rzeczy zarezerwowane dla zamożnych. Podstawowe badania są bezpłatne, ruch to też spacery, a zdrowe odżywianie, to przede wszystkim owoce i warzywa. Potrzebna jest tylko świadomość i chęć zadbania o siebie, a tu często niezbędna jest zachęta i dobry przykład z zewnątrz. Byłoby wspaniale, gdyby emerytury w Polsce były wyższe, ale jaki na Boga może mieć na to wpływ moja mama i jaki jest sens, żeby akurat na niej się za ten stan rzeczy wyzłośliwiać? Ona w tym programie, chce zwracać uwagę na profilaktykę związaną ze starością, czyli żebyśmy dużo wcześniej zastanawiali się nad tym, że czas upływa i w jaki sposób możemy sobie ten proces ułatwić. Chce także zwrócić uwagę na to, że starsi ludzie nie są tak zwanym „targetem” dla kogokolwiek. Czyli, że nie ma dla nich ubrań, czy nawet reklam. Reklamy skierowane do starszych osób, to są reklamy domów pogrzebowych czy ubezpieczeń, mających na celu odciążenie rodziny po ich śmierci. To jest tak, jakby ta grupa była zepchnięta na margines społeczny. Myślę wiec, że moja mama może tu bardzo dużo zdziałać, dzięki niej może rozkręci się rynek skierowany do ludzi starszych. Zaczną być znowu „widzialni”. Podważanie sensu prowadzenia przez nią tego programu, to tak jakby powiedzieć, że nie ma też prawa pomagać chorym dzieciom, bo sama takiego nie miała.

Na zakończenie, powiedzmy więc, co w najbliższym czasie szykuje się w Pani życiu zawodowym.

„Viva!” i „Mała czarna” pozostają niezmienne. Mam też bardzo fajny projekt w zanadrzu, który mam nadzieję, że od listopada ujrzy światło dzienne. Bardzo się na to cieszę.

Życzę zatem powodzenia i dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Aleksandra Kwaśniewska - dziennikarka, współprowadząca talk show "Mała Czarna". Dla magazynu "Viva!" przeprowadza wywiady z gwiazdami. Współpracowała także z programem "Dzień Dobry TVN", a na natenie TVN Style, wraz z mamą prowadziła talk show "Matki i córki, czyli rodzinny galimatias". Prywatnie jest córką Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich oraz żoną muzyka, Kuby Badacha.