Dziennik Gazeta Prawana logo

Hołdys: Pseudokibice to nie zwierzęta

31 lipca 2009, 16:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Wczoraj w Danii o niczym nie mówiło się tak często i głośno, jak o skandalicznym zachowaniu polskich kibiców Legii. Jaka to wizytówka dla naszego kraju? "Ci wszyscy ludzie przed meczem szykują się na wielką bitwę. Trzeba do nich strzelić z łuku Amora i trafić w inny sposób" - mówi Zbigniew Hołdys.

>>>Wstyd! Kibole Legii bili się w Kopenhadze

W grę wchodzą tutaj dwie rzeczy. Z jednej strony Polacy są bardzo gościnni, w momencie kiedy ktoś do nas przyjeżdża, i potrafią się wówczas zachować na poziomie, kiedy cały świat na nas patrzy, kiedy walczy polska reprezentacja. Rzadko się wtedy zdarza, żeby dochodziło do jakichś nieprzyjemnych ekscesów. Z drugiej jednak strony trzeba spojrzeć na problem chuliganów, który tak jak wczoraj w Danii, ujawnia się co jakiś czas podczas meczów, np. Legii.

Do tej ekipy kibiców nikt nigdy nie przemówił słowami, które by do nich trafiły. Argument siły w żaden sposób na nich nie działa, a wręcz przeciwnie. Nasuwa się tutaj wiele przykładów niepokornych kibiców z innych państw, np. tych z Wielkiej Brytanii przed interwencją Margaret Thatcher.

To jest wojna. Ci wszyscy ludzie przed meczem szykują się na wielką bitwę. A sam mecz jest tylko lontem, który podpala bombę, która na koniec wybucha. Tacy ludzie sami o sobie mówią, że nie mają celu w życiu. W całej ich egzystencji funkcjonuje jedynie praca, ewentualnie dom, który na nich czeka, bo na nic ich nie stać i nie mają żadnych perspektyw. Takie bijatyki, to jedyna forma tożsamości plemiennej, podczas której nabierają znaczenia.

Dla takich kibiców nie ma znaczenia, kto wygra, a kto przegra. Ważna jest sama walka. Nasza natura ludzka jest już taka, że wszyscy się ścigamy w naszym życiu. Ten typ ludzi traktuje swoje działania niczym udział w Powstaniu Warszawskim. Jest porównanie bardzo niegodne, ale tak to wygląda.

Nie dziwi wcale fakt, że polscy kibice, jadąc do Kopenhagi, chcieli wejść na stadion i znaleźć się na trybunach. A skoro im się to nie udało, to musieli coś ze sobą zrobić i wyładować swoją złość. Nie pojechali tam po to, żeby oglądać mecz na telebimach, bo w taki sposób mogli to zrobić w Polsce w każdym z pubów, tyle że tutaj nie mieliby kogo pobić.

W Ameryce nie ma tego typu zachowań, a dzieje się tak dlatego, że ci ludzie mają swoje tożsamości plemienne. Nie mają frustracji tego rodzaju co nasi pseudokibice. A trzeba zauważyć, że w momencie kiedy pojawia się jakiś cel, czyli np. rodzina, bądź dostaje się jakąś inną szansę na rozwój, ciekawe zajęcie, to ten cel plemienny znika. Na takie "wojny" nie jedzie mąż z żoną, ale samotni wojownicy.

Trzeba do nich strzelić z łuku Amora i trafić w inny sposób. Takim ludziom brakuje perspektyw. Co najważniejsze trzeba zbadać, co jest przyczyną takiego zachowywania się wielkiej grupy ludzi. Powinniśmy powiedzieć: Ok, bądźcie wojownikami, ale innego rodzaju.

Jurek Owsiak pokazuje ludziom pozytywne wzorce, organizuje dla nich obozy na których walczą ze swoimi słabościami, pokonują różne przeszkody. Takie pokazywanie ludziom właściwej drogi jest bardzo pozytywnym działaniem. Ludziom trzeba dać cel w życiu i zacząć z nimi rozmawiać jak z ludźmi, a nie jak ze zwierzętami, jak to ma często miejsce.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj