Anna Sobańda: Telewizja, czy polityka, w którym z tych światów czuje się pani lepiej?

Magdalena Ogórek: W jednym i drugim jest mi bardzo dobrze. Na ten moment polityka to dla mnie świat miniony, choć wciąż bardzo ważny, ponieważ dużo z niego czerpałam i czerpię. Dzięki telewizji zaś, zmieniła się formuła moich rozmów z Polakami.

W jaki sposób?

W czasie kampanii prezydenckiej te spotkania odbywały się na rynkach, placach, czy ulicach. W programie „Studio Polska” zaś bezpośrednio dotykamy ludzkich historii. Swoimi dramatami dzielą się z nami ludzie w studio, a widzowie rezonują, ponieważ nasz program wywołuje ogromne emocje. Z kolei program „W tyle wizji” daje mi spełnienie w szeroko pojętej publicystyce. Mogę w nim komentować rzeczywistość zastaną, ale tutaj też są telefony od widzów, więc również pojawia się interakcja. Widzowie dzwonią z różnymi stanowiskami, od negatywnych i krytycznych, po pozytywne. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ jest to szansa na wymianę opinii i spostrzeżeń.

Zarówno "Studio Polska", jak i "W tyle wizji" to programy emitowane w TVP Info. Czy niebawem zobaczymy panią na którejś z głównych anten TVP?

Nie mnie to oceniać. Cieszę się bardzo z formatów, przy których pracuję, bo są one bardzo bliskie mojemu sercu. Ponadto skupiam się na życiu naukowym, które jest bardzo ważnym elementem mojej aktywności. Moja uwaga jest więc podzielona obecnie pomiędzy telewizję publiczną, a naukę. Staram się, żeby ten balans został zachowany.

Naukowo zajmuje się pani kulturą, tymczasem w polityce kultury jest niewiele. Czy te dwa światy się nie gryzą?

Politycy i dziennikarze to osoby, które o poziom kultury w dyskursie publicznym powinny dbać najbardziej. Życzę tego nam wszystkim

Program „W tyle wizji”, którego jest pani współprowadzącą, został ostatnio oskarżony o antysemityzm. Jak pani to skomentuje?

Wszystkie programy, szczególnie te emitowane na żywo, które wymagają żywego języka, będą od czasu do czasu wzbudzały kontrowersje choćby dlatego, że widz coś źle zrozumiał. Wszyscy prowadzący w naszym programie bardzo dbają o kulturę słowa, o kulturę języka, a także o formułowanie myśli jakie padają na antenie. Widzowie, którzy do nas dzwonią również proszeni są o przestrzegania tych zasad. Zdarza się, że taką rozmowę przerywamy w momencie, gdy telefon zmierza w stronę niemającą nic wspólnego z kulturą słowa. Dbamy o to bardzo i jeśli czasami coś nie wyjdzie tak, jak byśmy tego chcieli, oczywiście przepraszamy widzów z całego serca.

Czyli pomyłka przy pracy?

Ideałów nie ma, pomyłki zdarzają się wszędzie. Jeśli zdarzyła się nam, biorę to do serca i obiecuję, że jeszcze mocniej będziemy pracować nad tym, by kultura wypowiedzi została zachowana.

Planuje pani powrót do polityki?

Nigdy nie kokietowałam jak politycy, którzy zastrzegają, że nigdy nie wystartują w wyborach do Parlamentu, a później okazuje się, że są na listach wyborczych. Być może kiedyś, w dalekiej przyszłości, moje drogi z polityką jeszcze się przetną. Na razie jednak jest to rozdział zamknięty. Jestem teraz z widzami, z czego się bardzo cieszę, a co przyniesie daleka przyszłość, nie umiem przewidzieć.

Jeśli już wróci pani do polityki, to jak się domyślam nie w szeregach SLD?

Nasza współpraca definitywnie się zakończyła. Powiedzieliśmy to sobie obustronnie i jednoznacznie. Jestem więc przekonana, że nasze drogi już nigdy się nie przetną.

Wiele osób zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że kandydatka na prezydenta z ramienia SLD, dziś jest entuzjastką rządów Prawa i Sprawiedliwości. Skąd taka zmiana poglądów?

To świadczy o tym, że nikt nie czytał mojego programu wyborczego. Gdyby ci, którzy dziś się dziwią, zajrzeli do niego, zobaczyliby, że jest on zgodny z tym, co mówię obecnie. Nie doszło do zmiany moich poglądów. Przecież kiedy przedstawiłam swój program w trakcie kampanii, wybuchł ogromny szum medialny i pytano, dlaczego lewicowa kandydatka zaprezentowała nielewicowy program.