Do zdarzenia miało dojść w mieszkaniu Polańskiego w niemieckojęzycznym mieście Gstaad w lutym 1972 roku. Piętnastoletnia wówczas Langer spotkała się z niespełna 40-letnim reżyserem, bowiem liczyła na rolę w jego filmie.

Po miesiącu reżyser miał zadzwonić do poszkodowanej, przeprosić ją i zaproponować rolę w filmie, na co ona przystała. Jednak na planie w Rzymie Polański miał zgwałcić ją po raz kolejny, choć stawiała czynny opór, rzucając w napastnika butelką wina i flakonem perfum.

- To zdarzenie zaważyło na całym moim życiu - podkreśla Niemka.

Jak informuje „New York Times”, aktorka przez lata milczała głównie ze względu na rodziców, którzy niedawno zmarli. - Moja mama dostałaby zawału. Czułam się zawstydzona, skrępowana i osamotniona - przytacza słowa aktorki amerykański dziennik.

Renate Langer to już czwarta kobieta, która publicznie oskarżyła 84-letniego reżysera o molestowanie seksualne. Ostatnie zarzuty wysunęła mieszkanka Los Angeles, Robin M., rzekomo napastowana przez Polańskiego w 1973 roku. Ta sprawa miała być impulsem dla Langer, by także wreszcie zdobyć się na wyznanie.

Sprawa pozostaje rozwojowa, jako że od 2008 roku oskarżenia o gwałt nie ulegają w Szwajcarii przedawnieniu.