Anna Sobańda: Jak polska branża gastronomiczna zmieniła się od czasu, gdy stawiała pani swoje pierwsze kroki w tym biznesie?

Magda Gessler: Jesteśmy dziś w zupełnie nowym świecie polskich smaków odkrytych na nowo i pomieszanych ze smakami całego świata, bo kuchnie zaczynają się przenikać. Najśmieszniejszą rzeczą jest to, że Polska sama w sobie już 100, 200 lat temu była krajem kuchni fusion. Proszę spojrzeć na historię Polski – przewinęli się przez nią Rosjanie, Austriacy, Niemcy, Tatarzy, Turcy, Szwedzi – stąd te słodkie śledzie i sosy, Ukraińcy, Żydzi, Cyganie. Nie da się ukryć, że poza czeską tradycją gotowania, która miała na naszą najmniejszy wpływ, mieliśmy na swoim terenie bardzo różnorodne kuchnie. Polska to nieprawdopodobny kraj. Staram się te tradycje pobudzać na nowo i rezultaty są fenomenalne.

Zmieniło się także nastawienie gości restauracji?

Goście zaczęli pytać o to, co dostają. Skąd pochodzi ten ziemniak, czy to prosie jest nasze, czy z Chin. To jest bardzo ważne, żeby produkty naszej ziemi, były z naszej ziemi. Żeby restaurator nie szedł po linii najmniejszego oporu i nie kupował produktów w supermarkecie, tylko żeby nabył je od dostawcy, gdzie cena i jakość będą lepsze. Podstawowe rzeczy czynią dobrą kuchnię. Karta pod tytułem kurczak i wieprzowina, to pójście na łatwiznę, trzeba pomyśleć, że są ogony wołowe, podroby, kasze, fantastyczne polskie szparagi i pomidory, które o tej porze roku można wykorzystać jak najlepiej. Ludzie zaczynają takie rzeczy doceniać.

Jako goście restauracji zrobiliśmy się bardziej wymagający?

Wydaje mi się, że tak. Klienci kontrolują to, co dostają na talerzu, bo chcą wiedzieć, za co płacą.

Czy pani zdaniem afera podsłuchowa sprzed dwóch lat mogła wpłynąć na utratę zaufania klientów do restauratorów?

To jest kwestia indywidualna restauratora i gości, których wpuszcza, tego jakiego typu środowisko się u niego stołuje. Nie wiem do końca, czy to wina restauratora, czy ktoś sprytny robi to restauratorowi. Wolałabym w ten temat nie wchodzić. Prawdziwi restauratorzy panują nad swoimi restauracjami i takie rzeczy powinni sprawdzić.

Czy bycie Magdą Gessler – gwiazdą telewizji, pomaga w prowadzeniu takiego biznesu, jak restauracja, czy wręcz przeciwnie?

Nie pomaga, tylko zobowiązuje. Wszystko co robię, co dzieje się w moich restauracjach jest pod ścisłą kontrolą, o wszystkim jestem nieustannie informowana na Facebooku. Nie obronię się przed uwagami i krytyką.

A jak reaguje na panią branża? W końcu występując w telewizji robi pani swoim lokalom reklamę, o jakiej inni restauratorzy mogą tylko pomarzyć.

Nie wiem, jak na mnie reagują, bo ich nie słucham i nie oglądam. Nie mam na to czasu. Ja poświęcam czas na to, żeby budować siebie i trudno mi znajdować czas na takie rzeczy. Kontakty z branżą mam tylko wtedy, kiedy odwiedzam inne restauracje, mam kontakty z restauratorami i szefami kuchni, których odwiedzam w trakcie „Kuchennych rewolucji”. Z całym tym gremium, które jest bardzo modne teraz w Warszawie mam ograniczony kontakt, bo oni tworzą swoje restauracje, a ja tworzę całą filozofię kuchni, sposobu podawania i tworzenia restauracji w Polsce, by było atrakcyjnie, miło, tanio, dostępne i nie tylko dla elit. Ja nie chcę bowiem tworzyć restauracji elitarnych

Jak wygląda dziś imperium Magdy Gessler?

Imperium Magdy Gessler to nie restauracje, ale filozofia, sposób myślenia, pomagania innym restauracjom. Wierzę w to, że mogę pomóc i pomagam. Po moim wyjściu z danej restauracji faktycznie jest lepiej i jest pełno gości. To chyba jest największe imperium. Dlatego nazywają mnie królową, bo czego sobie zażyczę, to się dzieje i mowa oczywiście o restauracjach, a nie o przedmiotach. Kiedy chcę, żeby restauracja działała dobrze, to restauracja się spina i działa genialnie. Tak dzieje się coraz częściej.

Organizowane przez panią targi dotyczą gastronomii i hotelarstwa. Czy powstanie hotel Magdy Gessler?

Nie, bardziej myślę o tym, żeby polskie hotele miały swój regulamin tego, by być fantastycznymi, ponieważ te, które spotykam, działają fantastycznie. Uważam, że w Polsce dużo lepiej działają hotele, niż restauracje. Jest to łatwiejszy biznes. Mamy w Polsce fantastyczne hotele, przepiękne, estetycznie genialne. Serwis hotelowy w naszym kraju jest dużo lepszy od serwisu restauracyjnego. Hoteli jest bardzo dużo, zazwyczaj budują je deweloperzy, którzy mają na to środki. Są to interesy rodzinne, bardzo dobrze przypilnowane o wysokim standardzie.

Nie kusi panią, by taki hotel otworzyć?

Nie, ponieważ ja raczej chciałabym skupić się na byciu doradcą, niż posiadaniu kolejnych lokali. Jest to dużo przyjemniejsze. Miałam już hotel „Villa Uciecha”, jednak przy tego typu przedsięwzięciach trzeba być obecnym, wypuszczenie z ręki takiego obiektu jest dużym błędem

Organizowane przez Magdę Gessler gastronomiczn-hotelarskie targi "Pyszna Polska" odbędą się w dniach 2 - 4 czerwca w Hali Stulecia we Wrocławiu