Czy sprawdziły się twoje przewidywania dotyczące zwycięzcy "Big Brothera"?

Filip Chajzer: Sprawdziły się, choć jestem trochę zaskoczony.

Dlaczego?

To niesamowita rzecz, jakim ciekawym jesteśmy społeczeństwem. Z jednej strony super konserwatywni, w 98 procentach wierzący katolicy, którzy nie lubią wyskakiwania ponad normę. Z drugiej strony zaś „Big Brothera” wygrywa bardzo międzynarodowa Madzia. Dziewczyna blisko związana ze środowiskiem LGBT, nieszablonowa, kolorowa. Okazało się, że Polska ją pokochała.

Może to kwestia widza. „Big Brother” ma raczej młodą widownię

Wydaje mi się, że gdyby głosowanie do Sejmu, albo w wyborach prezydenckich odbywało się przez Internet, wyniki byłyby kompletnie inne. Wygraliby zupełnie inni ludzie niż ci, którzy wygrywają w wyborach przy urnie. Nie mówię, że lepsi, albo gorsi, z pewnością inni. „Big Brother” bardzo dużo mówi o naszym społeczeństwie.

Co masz na myśli?

To, że sympatię widzów zdobyli uczestnicy, którzy nie są konserwami. Ta grupa była bardzo różnorodna, zarówno narodowościowo, światopoglądowo, a mimo to zdobyli sympatię widzów. Jesteśmy fajnym spontanicznym narodem, który ma rewelacyjne poczucie humoru, widzę to codziennie na ulicy, super jeśli wszyscy to zauważymy.

TVN szykuje kolejnego „Big Brothera”, a Edward Miszczak powiedział mi, że nie wyklucza edycji z udziałem celebrytów. Rozważyłbyś udział?

Absolutnie nie. Mam ADHD, za bardzo mnie nosi. To za mała przestrzeń, ja kocham wolność. Z ogromną przyjemnością jednak poprowadzę kolejne edycje.

Czujesz się influencerem?

Zawsze wydawało mi się, że to słowo zarezerwowane jest dla 17-18 latków, którzy wpływają na swoje środowisko. Ja zaczynałem pracę jeszcze w czasach, kiedy media społecznościowe nie istniały. Najpierw pisałem w gazecie, później było radio, a jeszcze później lokalna telewizja. Facebook doszedł gdzieś w trakcie. Nigdy nie myślałem o sobie, jako o influencerze, ale jeśli urządzam akcję, na którą przychodzi 3 tys. osób tylko po to, żeby pobiec i uzbierać w ten sposób pieniądze dla dzieciaków z domu dziecka, to jednak jakiś influence w tym chyba jest.

Takie akcje to pozytywna strona posiadania rzeszy followersów, ale zdarza ci się odczuć na własnej skórze negatywne skutki takiej popularności

Oczywiście, zdarza mi się to odczuć bardzo dotkliwie

Wzbudzasz kontrowersje celowo, czy jakoś tak samo wychodzi?

Nie ma w tym zmierzonego działania. Ja często mam tak, że najpierw powiem, później pomyślę i podobnie jest z pisaniem postów. Zazwyczaj jednak wszystko wypływa z głębi duszy (śmiech)

Ostatnio podpadłeś mieszkańcom Sosnowca. Jak zakończyła się ta afera?

Akcja z Sosnowcem była kompletnie bez sensu. Napisałem post, że do materiału dla „Dzień Dobry TVN” szukam ludzi, którzy nigdy nie byli za granicą. Pierwszy komentarz, jaki pojawił się pod tym postem brzmiał: czy Sosnowiec jako zagranica się liczy? Na szybko więc dodałem: P.S. Sosnowiec się nie liczy. Niestety, Sosnowiec tego nie zrozumiał. Chyba są bardzo wrażliwi na swoim punkcie. Ja nie miałem absolutnie złych intencji, ale plus tej sytuacji jest taki, że odezwał się do mnie prezydent Sosnowca, który okazał się świetnym gościem i zaprosił mnie na wakacje all inclusive do swojego miasta. Zamierzam skorzystać i przekonać się, że tam jest super.

Jak skomentujesz aferę z molestowaniem seksualnym w programie "Ameryka Express"? [Jedna z organizacji feministycznych zarzuciła Filipowi Chajzerowi molestowanie seksualne, kiedy wykonując zadanie w programie, pocałował trzy nieznane sobie kobiety, nie pytając ich o zgodę - przyp.red.]

Stanowczo sprzeciwiam się używania w moim kontekście określenia „molestowanie seksualne”. Jest to dla mnie upokarzające. Stąd moja bardzo stanowcza reakcja. Nigdy w życiu nie dopuściłem się takiego zachowania i również w programie do niego nie doszło. Powiem to przed każdym sądem świata.

Ale przyznasz, że zadanie było, delikatnie mówiąc, niefortunne

Oczywiście, nie ma co do tego wątpliwości, że takie zadanie nie powinno się pojawić. Gdyby ktoś kazał mi je wykonać dziś, kiedy jestem wypoczęty i mam jasny umysł, z pewnością bym odmówił. Tam jednak, po tygodniach spędzonych w ekstremalnych warunkach, logiczne myślenie zawiodło. Zabrakło czujności. Niefortunne zadanie w programie telewizyjnym nie uprawnia jednak nikogo do tego, by zarzucać mi molestowanie seksualne. A jeśli którakolwiek z pań, które wtedy spotkaliśmy w Limie czuje się z tym źle - Polecę i przeproszę. Natomiast fakt, iż feministyczna organizacja dodała do tego kolejny jeszcze bardziej bezsensowny zarzut wykorzystania mojej rzekomej wyższości rasowej - to jest dopiero skandal. Ludzie, którzy chełpią się walką o prawa kobiet, za nic mają równość ludzi bez względu na pochodzenie czy kolor skóry. Nie mieści mi się w głowie to, że w 2019 roku można opowiadać takie bzdury.

Organizacja o której mówisz, złożyła chyba zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Wiesz na jakim etapie jest ta sprawa?

Nie mam pojęcia. Jeśli będzie potrzeba stawię się o każdej porze i wyjaśnię sytuację.

Z perspektywy czasu żałujesz tego, jak wykonałeś to zadanie?

Teraz na pewno bym tego nie zrobił, ale jak wspomniałem, wówczas zabrakło refleksji i zdrowego rozsądku. Nigdy jednak nie zgodzę się na to, żeby moje zachowanie nazwać molestowaniem seksualnym, bo takowego nigdy się nie dopuściłem.

A samego udziału w programie żałujesz?

Absolutnie nie, to była świetna przygoda, na którą zdecydowałem się przede wszystkim po to, żeby spędzić trochę czasu ze swoim ojcem. Nie pamiętam bowiem, kiedy mieliśmy okazję pobyć ze sobą tak intensywnie. Ojciec zawsze dużo pracował, ciężko mu było wygospodarować czas na wspólne wakacje. Tym wyjazdem nadrobiliśmy trochę stracony w przeszłości chwil

Dobrze wam zrobił ten czas? Bo takie intensywne przebywanie dorosłego dziecka z rodzicem potrafi wygenerować sporo konfliktów?

W naszym przypadku tak się nie stało. Było świetnie i do dziś, przy każdej nadarzającej się okazji wracamy do wspomnień z tej wyprawy.