Anna Sobańda: Czy zgodzi się pani z twierdzeniem, że o stopniu cywilizacji danego społeczeństwa świadczy jego podejście do zwierząt?

Maja Ostaszewska: Absolutnie tak. O tym zawsze mówił Gandhi oraz wielu innych myślicieli. Zadziwia mnie to, że ludzie nie chcą przyjąć tego do wiadomości w XXI wieku, kiedy już wiadomo, że Kartezjusz się mylił twierdząc, że zwierzęta nie czują. Zwierzę odczuwa ból i strach tak samo jak człowiek. Traktowanie zwierząt, jak przedmioty, a tak się dzieje w chowie przemysłowym, na farmach futrzarskich, w cyrkach i wówczas, gdy psy, które powinny być najlepszymi przyjaciółmi człowieka, trzymane są na łańcuchach, obdziera nas z człowieczeństwa. Nie ma na to mojej zgody.

Społeczeństwo jest coraz bardziej wrażliwe na krzywdę zwierząt, badania pokazują, że coraz więcej Polaków jest przeciwnych naturalnym futrom. Tymczasem wciąż jesteśmy jednym z największych ich producentów w Europie.

Jesteśmy drugim państwem w Europie i trzecim na świecie w produkcji futer. Rocznie w Polsce zabija się 10 mln zwierząt na futra. To wstrząsająca liczba. Problem polega na tym, że grupy, która zarabia na tym ogromne pieniądze, ma bardzo silne lobby oraz ogromny wpływ na polityków. Mimo, że to wąska grupa. Tak było za poprzedniej władzy i tak jest obecnie. Zdecydowana większość Polaków nie chce u nas farm futrzarskich, zarówno z powodów etycznych, jak i ekologicznych. Mieszkańcy miejscowości przy których znajdują się farmy głośno mówią o uciążliwości takiego sąsiedztwa.

Za poprzedniej władzy również pani przeciwko temu protestowała?

Oczywiście. Współpracuję z fundacjami, które walczą o prawa zwierząt i przeciwstawiają się ich niehumanitarnemu traktowaniu od 20 lat i będę to robić tak długo, jak będzie trzeba.

Obecna władza obiecała jednak zająć się tym tematem, miał być zapis w ustawie o zakazie hodowli zwierząt na futra, zakazie wykorzystywania zwierząt w cyrkach, zakazie trzymania psów na łańcuchach i zakazie uboju bez ogłuszania. Nagle te wszystkie zapisy zniknęły i stało się jasne, że zadziałało bardzo silne lobby, również to futrzarskie. Tymczasem w Polsce walce nie sprzedaje się dużo futer, one są głównie eksportowane. Ludzie tego nie chcą, świadomość jest coraz większa. Młode pokolenie już prawie w ogóle nie chodzi w futrach, bo to jest, mówiąc ich językiem, po prostu obciach.

Polacy są coraz bardziej świadomi, problem leży więc w rządzących?

W politykach w ogóle, bo to nie jest problem tylko obecnej władzy. Pamiętajmy, że walka o prawa zwierząt jest apolityczna. Nie ma to nic wspólnego z sytuacją polityczną, z tym jaka akurat jest władza w tym kraju. Wrażliwi na dobro zwierząt mogą być ludzie o bardzo różnych poglądach.

Jarosław Kaczyński jest ponoć miłośnikiem zwierząt

Jarosław Kaczyński wziął udział w spocie Fundacji Viva!, z którą ja współpracuję 20 lat, i wyraźnie wypowiedział się przeciwko hodowli zwierząt na futra. Dlatego należę do grona rozczarowanych tym, że obecnie pan prezes PiS wycofuje się z danych wcześniej obietnic, chociaż ma moc i możliwość, by coś w tej sprawie zrobić. Praw zwierząt nie łączyłabym jednak z jedną partią, czy jednym politykiem, chociaż oczywiście zawsze bliżej mi będzie do tych polityków dla których prawa zwierząt, prawa człowieka i wartości takie, jak demokracja, szanowanie konstytucji oraz nasza przynależność do wspólnoty europejskiej są ważne.

Jak odebrała pani zatem słowa prezydenta Andrzeja Dudy o„wyimaginowanej wspólnocie”

To straszne. Gdyby powiedział to szeregowy polityk, świat może by tego nie usłyszał. Natomiast kiedy mówi to prezydent państwa, przekaz dociera daleko. Jestem tym bardzo zasmucona, zdumiona i wstrząśnięta. W takich chwilach aż chce się powiedzieć „to nie jest mój prezydent”, choć wiem, że został demokratycznie wybrany przez wyborców i muszę to uszanować, ponieważ szanuję demokrację i jej zasady. Jest mi jednak bardzo przykro to słyszeć, to potwornie niepokojące.

Dlaczego to panią niepokoi?

Ponieważ Unia Europejska to piękne wartości, szanujące prawa człowiek i prawa mniejszości. Ona powstała również po to, żeby zapobiegać wojnom. To wspólnota trwania w pokoju i szanowania siebie nawzajem. Unia Europejska to dla nas również ogromne korzyści ekonomiczne. Oczywiście, jako członek tej wspólnoty wkładamy coś do wspólnego budżetu, ale nieporównywalnie więcej z niego dostajemy. To, że Polska tak pięknie się rozwija, że mamy drogi, teatry, szkoły, to zasługa Unii. Kiedy zwracamy się o opinię do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, to przecież jest to również nasz trybunał, coś, co nas chroni, to nie jest obce ciało, bo my jesteśmy Unią Europejską. Bardzo cenię sobie przynależność do tej wspólnoty i martwi mnie, kiedy nasz prezydent podważa jej znaczenie. Bycie członkiem UE to również nasze bezpieczeństwo.

Za swoje zaangażowanie społeczne została pani niedawno wyróżniona Neptunem, nagrodą prezydenta Gdańska. Czy zdarza się jednak, że ta część pani publicznej działalności jest krytykowana?

Tak, zdarza się, głównie ze strony radykalnej prawicy i środowisk związanych z ONR.

Czym naraziła się pani członkom ONR?

Tym, że wielokrotnie postulowałam o delegalizację tej organizacji. Bardzo niepokoi mnie to, co to ugrupowanie sobą reprezentuje. Nie ma we mnie zgody na faszyzujące, rasistowskie hasła. Jest tam wiele agresji, ksenofobii, homofobii. Tak silny radykalizm w połączeniu z hasłami religijnymi jest naprawdę bardzo niebezpieczny. Przed Laty mówił o tym pięknie ksiądz Józef Tischner. Oczywiście takie ruchy pojawiają się nie tylko w Polsce, są na całym świecie, ale ważne by nie były legalne. Żeby był wyraźny komunikat władz, że nie ma przyzwolenia na neofaszyzm. Od tych ruchów miałam więc bardzo poważne pogróżki, a jedną sprawę musiałam nawet zgłosić na policję. Jestem przyzwyczajona do hejtu, ale robię swoje, w zgodzie ze swoim sumieniem.

Są jednak tacy, którzy twierdzą, że aktor powinien zająć się graniem, a nie politykowaniem

Ja się z tym nie zgadzam. Kto jeśli nie artyści, których domeną jest otwieranie serc i głów ma być wyczulony na brak empatii? Zawsze tak było, spójrzmy chociażby na światowych artystów takich, jak Meryl Streep, Robert DeNiro, Leonardo DiCaprio, Reese Witherspoon. W naszym kraju Kora, która była zawsze bardzo zaangażowana oraz nasi wspaniali aktorzy tacy, jak Krystyna Janda, Magda Cielecka, Olgierd Łukaszewicz, Maciej Stuhr, Wiktor Zborowski, Kaja, Zbigniew Hołdys. To są ludzie, którzy rzeczywiście świadczą sobą, nie boją się. Dla mnie zawsze ważnym było, żeby nie stać się obojętną, nie być oportunistką, nie myśleć o własnej, małej korzyści tylko myśleć o tym, co możemy zrobić dobrego.

Widzowie mogą obecnie oglądać panią w trzecim już sezonie serialu „Diagnoza”. Co czeka pani bohaterkę w kolejnych odcinkach?

Ogromnie się cieszę, że trzeci sezon wciągnął widzów równie mocno jak poprzednie. Mamy znowu mocny wątek kryminalny, wiarygodny, trzymający w napięciu. Zawsze przy kolejnych sezonach pojawia się niepokój, czy uda nam się utrzymać uwagę widza. Najtrudniej jest bowiem kontynuować serial, który mocno „chwycił” i osiągnął sukces. Sprostać wygórowanym oczekiwaniom. Ogromnie się cieszę że dołączyła do nas Danuta Stenka, bo oprócz tego, że jest wybitną aktorką, jest też cudowną osobą. Cieszę się z Mateusza Kościukiewicza i oczywiście całej naszej wyjątkowej obsady. Znowu wracamy do zdarzeń z przeszłości Anny, do jej trudnych, bolesnych wspomnień. Do jej, kiedyś szczęśliwego, wspólnego życia z Janem Artmanem. To sprawi, że pojawią się bardzo silne emocje między tą parą. Myślę, że będzie ciekawie.