Dorociński od dłuższego czasu jest ambasadorem kampanii WWF ratującej polskie wilki. Aktor wspiera także schroniska dla bezdomnych psów i angażuje się w inne akcje na rzecz zwierząt. Ostatnio zabrał głos w sprawie żubrów z Puszczy Boreckiej.

Na swoim profilu na Facebooku Marcin Dorociński zamieścił fragment artykułu opublikowanego w natemat.pl:

"W Nadleśnictwie Borki żyje na wolności około stu żubrów. Wkrótce może się okazać, że będzie ich jeszcze mniej, bowiem co dziesiąta sztuka ma zostać odstrzelona. Zabiegają o to myśliwi i nadleśniczy Kazimierz Sarzyński. Zezwolenie na zastrzelenie żubra to dla nadleśnictwa dochodowy interes.

Na żubry w Puszczy Boreckiej pięć lat temu polował sam król Hiszpanii Juan Carlos, który był łaskaw zastrzelić jednego byka. Bo utrzymanie jednego żubra to dla nadleśnictwa wydatek około 3 tysięcy złotych. A żubrów jest 100, więc nadleśniczy uznał, że lepiej jest na śmierci wielkich zwierząt zarobić. Prawo do odstrzelenia jednego zwierzęcia to ponad 12 tysięcy złotych, a jeśli myśliwy będzie chciał zabrać trofeum do domu, to musi liczyć się z dodatkowym wydatkiem nawet 36 tysięcy złotych."

Aktor skomentował te doniesienia nie kryjąc swojej wściekłości. Skierował także zapytanie do największych organizacji ekologicznych:

Ręce opadają. Brak słów. Jakim prawem podnosi się rękę na to stado? Dla pieniędzy i przyjemności myśliwych? Co możemy zrobić by powstrzymać odstrzał tego stada? WWF Polska? Greenpeace Polska?