Dziennik.pl: Maju na rynku właśnie ukazał się Twój drugi poradnik, w stacji TVN Style niedawno zadebiutował Twój program, czy te projekty składają się na jakąś spójną misję Mai Sablewskiej w mediach?

Maja Sablewska: Jezu jak fajnie, że mówisz o tej misji, bo w moich ustach to brzmi strasznie kolokwialnie, jak u tej przysłowiowej Miss, która chce zbawiać świat. Ale oczywiście, chcę w życiu robić coś pożytecznego, dawać coś innym ludziom. Tak jestem nauczona, rodzice tak mnie wychowali. Mama się śmieje, że jak miałam 5 lat i szłam z całym kompletem zabawek do piaskownicy, to wracałam z pustym wiaderkiem, bo rozdawałam wszystko innym dzieciom. Lubię się dzielić, lubię dawać, bardziej niż brać. Co prawda, to wszystko co się teraz dzieje, dzieje się niejako pod prąd, bowiem te książki powinny się ukazać po programie. Jednak ja na ten program pracowałam rok, by stworzyć formułę dla Polski i o Polkach. Nie chciałam czerpać z gotowych formatów, które są przygotowane na dany kraj, ponieważ oni robią coś dla swojego miejsca, znając tamtejszą mentalność i możliwości. Ja chciałam zrobić coś dla Polski dlatego, że sama się z takimi problemami borykałam, sama przeszłam swoją metamorfozę i wiem, że jestem w stanie pomóc każdej osobie, która będzie tego chciała.

Czy docierają do Ciebie sygnały, kto korzysta z Twoich porad? Czy bywasz zaskoczona tym, do kogo one trafiają?

Mężczyźni korzystają, co jest niewiarygodne. Nie wyobrażasz sobie, ilu facetów korzysta z tych wskazówek, łącznie z moim tatą. To jest cudowne, naprawdę. Ostatnio napisał do mnie chłopak: Pani Maju, zrobiłem porządek w szafie, lepiej się czuję. Tak więc, jak to mówię, porządek w szafie, to porządek w głowie.

W książkach i programie telewizyjnym prezentujesz swoje sposoby na modę, dietę i zdrowy tryb życia. Czy pracując nad tymi projektami, korzystasz także z porad i wskazówek specjalistów w tych dziedzinach?

Oczywiście. Otaczam się specjalistami. Nie potrafię sama zrobić sobie włosów, więc korzystam z usług „TEN salon”, nie potrafię sama zrobić sobie make-upu, więc bardzo często robią mi go dziewczyny z Bobbi Brown, bądź makijażystki z TVNu. Jeśli w czymś nie jestem dobra, to się za to nie zabieram. Jeśli wiem, że coś potrafię, to konsekwentnie do tego dochodzę. Zawsze jednak otaczam się ludźmi, którzy potrafią w profesjonalny sposób się mną zaopiekować. Jeśli na przykład w programie prowadzę dziewczynę do gabinetu medycyny estetycznej, to idę do najlepszego specjalisty Roberta Chmielewskiego z Rclinic, a jeśli idziemy do psychologa, to również wybieram najlepszego. Ja nie jestem Zosią-Samosią. Otaczam się ludźmi, których chętnie w programie przedstawiam, to jest moja ekipa i jestem z niej dumna.

Kiedyś współpracowałaś z największymi gwiazdami polskiego show biznesu, obecnie pracujesz z tak zwanymi zwykłymi kobietami, Polkami. Jakie zauważasz różnice pomiędzy tymi relacjami?

Jeśli chodzi o gwiazdy, z którym pracowałam, to też były zwykłe kobiety. A jakie wiedzę różnice? Przede wszystkim, widzę dużo większą wdzięczność. Bo gwiazdy często myślą, że im się coś należy, że skoro płacą to wymagają. A prawda jest taka, że wszyscy płacą, ale nie każdy wymaga w taki sposób. To były dla mnie rzeczy, których w pewnym momencie nie potrafiłam przetrawić. Bardzo przykre jest to, kiedy chcesz bardzo dobrze, gdy dajesz dłoń, a ktoś chce ci od razu wchłonąć wszystko po kolei, a i tak jest mu za mało.
Tak więc dużo większą wdzięczność i satysfakcję odczuwam obecnie.

A przy której współpracy czułaś większą odpowiedzialność za to, co robisz?

Teraz czuję dużo większą odpowiedzialność, ponieważ mam do czynienia z kobietami, których nie znam, więc muszę je najpierw bardzo wnikliwie poznać. Dlatego w programie, na samym początku jest kanapa, Gdzie uczestniczki opowiadają mi o swoich problemach. Czasem jesteśmy bardzo zaskoczeni, tym, co one mówią na tym etapie programu, bo ta interakcja ze mną powoduje, że one chcą coś po prostu z siebie wyrzucić. To jest też fajny sposób na to, by zacząć zmiany tego, co jest pod ubraniem.

Ty chyba także otwierasz się podczas takich rozmów z uczestniczkami. Generalnie raczej nie opowiadasz o swoim życiu prywatnym w mediach, a w ostatnim programie zwierzyłaś się z bardzo intymnego doświadczenia, czyli z tego, że w przeszłości poroniłaś.

Ja sobie nie wyobrażam, żeby w programie, w którym kobiety opowiadają mi o tak ciężkich chwilach w swoim życiu, nie wesprzeć ich tym, co również i w moim życiu się wydarzyło. Ja naprawdę nie patrzę na to, że tam jest kamera. Dla mnie w tym momencie jest tylko uczestniczka. I jeśli powiem coś, co będzie dla niej wsparciem, to mam gdzieś, co pomyślą o tym media. W relacjach międzyludzkich najważniejsza jest szczerość. Ona niekiedy boli, ale daje kopa i mobilizację. Więc jeżeli mogę zrobić coś, przez co ta dziewczyna poczuje, że może mi zaufać, robię to. W ostatnim odcinku, te zwierzenia były dość mocne z mojej strony, nie ukrywam, że pewnie drugi raz już bym tego nie powtórzyła.

Wracają do Twojej zawodowej przeszłości, czy tęsknisz czasem za pracą w roli menadżera?

W ogóle za tym nie tęsknię. W Polsce ten zawód kompletnie nie kojarzy się z profesjonalizmem. A ci ludzie są przecież opiekunami, czasami aniołami stróżami, powiernikami. Tam jest mnóstwo przepięknych cech, które taki menadżer ma, a jednak jest niedoceniany. W Polsce ten zawód jest jakoś przedziwnie traktowany. Ja podziwiam na przykład Tomika, menadżera Kayah czy Zakopower, który świetnie brnie przez te wszystkie meandry. Ale on trafił na artystów, którzy pozwolili mu ewoluować. Ja miałam niestety tego pecha, że moje artystki okazały się nie takimi ludźmi, za jakich je uważałam. Mnóstwo osób publicznych się do mnie teraz zgłasza, ale ja już tego nie robię. Sama mam agenta, to by było bardzo głupie, gdybym teraz podjęła się takiej współpracy.

Cały czas jesteś obecna w show biznesie i z pewnością obserwujesz, co się w nim dzieje. Czy zauważasz jakieś błędy menadżerskie w karierach polskich gwiazd i celebrytów? Karolina Korwin-Piotrowska stwierdziła na przykład, że to całe medialne zamieszanie, z jakim musi obecnie zmagać się Maciej Stuhr, jest winą właśnie braku dobrego menadżera. Zgadzasz się z tym?

Pamiętajmy o tym, że bardzo często menadżer nie ma wpływu na to, co robi finalnie artysta. Oczywiście zawsze można zrzucić na menadżera i ja nie raz byłam kozłem ofiarnym, ale często zdarzało się, że moja porada nie spotkała się z aprobatą. Tutaj stanę po stronie menadżerów, bo naprawdę podziwiam niektóre jednostki w Polsce. Tomik, Anita Janicka, Aśka od Chylińskiej, to są naprawdę cudowni menadżerowie.
Natomiast widzę wiele błędów na dwóch płaszczyznach. Pierwsze to są błędy bardzo fajnych talentów, które przez chwilowy blichtr stają się gwiazdkami na sezon. A takim artystom trzeba naprawdę rozplanować pracę i plan zawodowy, żeby ich kariera nie skończyła się zbyt szybko. Dlatego trzymam kciuki za Margaret, mam nadzieję, że ona otacza się odpowiednimi ludźmi. Druga rzecz jest taka, że faktycznie ta cała strona mediów popularnych, plotkarskich, stała się jakby kręgosłupem show biznesu. A ci ludzie bardzo często wcale nie piszą prawdy i wprowadzają na światło dzienne całą historię danej osoby, która niekoniecznie musi mieć coś wspólnego z rzeczywistością. Osoby publiczne myślą, że czasami lepiej się nie wypowiadać i to zostawić. Jednak nie zawsze jest to dobra metoda. Ja bardzo często uprawiałam tak zwane oświadczenia. Czasami trzeba było trochę postraszyć, innym razem pogłaskać. Tutaj widzę niekiedy błędy menadżerów i dlatego rozumiem wypowiedź Karoliny Korwin-Piotrowskiej. Bo czasami było to takie obrzydliwe grzebanie w życiu prywatnym, wręcz intymnym. A niekiedy jedno pismo, jedno oświadczenie mogłoby wszystko rozmyć. Myślę, że o tym mówi Karolina, która naprawdę świetnie czuje nasz show biznes. Pamiętajmy o tym, że wszędzie ważne są granice.

Są jednak gwiazdy, które mimo tego, iż ich kariera opiera się niemal wyłącznie na obecności w kolorowych mediach i same te media do swego życia wpuściły, w którymś momencie uznają, że im to przeszkadza i zaczynają z tymi mediami walczyć.

Nigdy walką się nie wygra. Moim zdaniem tylko prawdą się wygra.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Maja Sablewska - autorka dwóch poradników dotyczącego mody o tytule "10 sposobów na modę według Mai Sablewskiej" oraz poświęconego zdrowemu odżywianiu "Sposoby na zdrowy styl życia według Mai Sablewskiej", gospodyni programu "Sablewskiej sposób na modę" emitowanego w stacji TVN Style. Swoją przygodę z show biznesem zaczynała jako menadżerka gwiazd. Po opieką miała takie artystki, jak Doda, Edyta Górniak czy Marina. Była także jurorką w pierwszej edycji show "X Factor".