W finałowym odcinku widzowie mogli zobaczyć, jak wygląda budowanie sceny koncertowej. Doda bardzo stanowczo rozmawiała z ekipą. Z kolei podczas spotkania sztabu zarządzającego trasą koncertową Doda dała swoim ludziom w prezencie egzemplarze swojej nowej płyty. Bardzo przejęła się z tym, że zapomniała imienia jednego ze swoich pracowników. Jak sama przyznała, była ostatnio bardzo przebodźcowana.

Reklama

Niesamowite doświadczenie, widzieć tych wszystkich ludzi, którzy składają każdy centymetr sceny, na którym później będzie show. Ludzie nie mają świadomości, ile innych ludzi musiało kosztować wykonanie swojej pracy. Coś niesamowitego – mówiła artystka w programie.

Doda do ekipy: to nie jest piknik rodzinny

Doda bardzo dba o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół koncertu. Zależało jej, by wszystko było perfekcyjne i olśniewające. Podczas próby nie była zadowolona z rozmieszczenia tancerzy na scenie i zwróciła na to uwagę choreografce. Ta nie od razu się pojawiła. Doda zareagowała natychmiast: Wszyscy mają być pod sceną. To nie jest piknik rodzinny.

To nie był koniec kłopotów. Gdy Doda dowiedziała się, że winda, która miała ją dowieźć na scenę nie działa, bardzo się zdenerwowała. Przed kamerami doszło do ostrej wymiany zdań z ekipą.

Koncert się odbył, wszystko się udało. Reżyser koncertów bardzo chwalił pracę z artystką, tak samo jak choreografka i inni członkowie ekipy. Polsat 3 listopada wyemituje jeden z koncertów "Aquaria Tour".