Hanna Lis to córka Waldemara Kedaja i Aleksandry Kedaj (z domu Stampf). Obydwoje byli powiązani z dziennikarstwem.

Ojciec dziennikarki był pracownikiem "Trybuny Ludu" i pracował jako korespondent z Włoch, Wietnamu i Szwecji. Z kolei mama Hanny w czasach PRL-u była korespondentką "Życia Warszawy" w Rzymie. Z kolei dziadek od strony matki był dziennikarzem, literatem i twórcą słuchowisk radiowych.

Reklama

W 2011 roku a dokładnie 3 września Hanna Lis pożegnała swojego ojca. Z kolei jej mama zmarła 4 września 2020 roku. Rocznice śmierci rodziców dziennikarka postanowiła upamiętnić okolicznościowym wpisem.

Tak Hanna Lis wspomina zmarłych rodziców

Z tej okazji dziennikarka opublikowała na Instagramie kilka archiwalnych zdjęć i wzruszający wpis, w którym ich wspomniała.

Przez okno patrzyłam na nich, powoli zmierzających ku bramie. Wtuleni w siebie, powoli szli do taksówki. Co roku trochę wolniej, trochę bardziej niepewnie, trochę bardziej nieporadnie. Chwilę wcześniej dzieliliśmy się opłatkiem, śpiewaliśmy kolędy (Tata po czesku, co wśród zebranych wzbudzało niemałą wesołość) dzieci z wypiekami na twarzy otwierały prezenty, a psy rozrywały na strzępy papier prezentowy i kolorowe wstążki. Gwar, śmiech, radość. Podszyte niepewnością - napisała.

Hanna Lis o zmarłych rodzicach: Dziś wspominam ich, jak co roku: z miłością i tęsknotą

Hanna Lis napisała, że gdy dowiedziała się o chorobie ojca, "każda z pięciu Wigilii była cudem, darem", bo nie myślała, że jeszcze tyle wspólnie przeżyją.

Każda z tych pięciu Wigilii była cudem, darem. Bo, gdy w lutym 2005 roku, stojąc za Taty plecami, usłyszałam "nowotwór w 4. stadium", nie liczyłam na tak wiele. Stąd to moje podglądanie rodziców, po każdej z tych danych (cudem i wysiłkiem lekarzy) nam Wigilii. Radość, że przez oprószony śniegiem ogród wciąż idą ku bramie razem, a zarazem świadomość, że, być może za rok, za dwa, jedna z tych sylwetek zniknie. Tata odszedł 3 września 2011. W Wigilię odprowadziłam Mamę do bramy. Niedługo po tym ciężko zachorowała. Mami odeszła 4 września 2020, 6 godzin po 9 rocznicy śmierci Taty - czytamy we wpisie.

Na koniec zaapelowała do swoich obserwatorów, by "kochali się, ile wlezie".

Piękni byli, prawda? Nie tylko i nie przede wszystkim powierzchownie. Dziś wspominam ich, jak co roku: z miłością i tęsknotą, która, już to wiem, nigdy nie minie. Co chcę powiedzieć: kochajcie się, ile wlezie. Tyle - podsumowała.