Karol Strasburger w rozmowie z "Super Expressem" powiedział, że późne rodzicielstwo przynosi mu wiele radości.

Reklama

Wyznał, że jest tak głównie dzięki jego żonie Małgorzacie, która dba o dobro i rozwój jego 18-miesięcznej córki Laury.

Pani Małgorzata przyznała w rozmowie z tabloidem, że jest pełna podziwu dla swojego męża, któremu z powodzeniem udaje się zajmować obowiązkami rodzicielskimi i życiem zawodowym, które określiła jako intensywne.

Pojawienie się dziecka to wielka radość, ale też, o czym mniej się mówi, ogromny wysiłek i ciężka praca. Małgosia przygotowała się do roli mamy – dużo czytała, oglądała, rozmawiała z innymi mamami, z lekarzami. To ona dbała o wszystko, co wiązało się z narodzinami dziecka – od przeorganizowania domu po wszelkie niezbędne zakupy. Mimo częstego bardzo złego samopoczucia podczas ciąży była dzielna, nie odpuszczała. Chciała, aby zdążyć ze wszystkim na czas i uchronić mnie przed ewentualną koniecznością zostania z jakimś kłopotem przed porodem. Poświęcała każdą chwilę, by przygotować nas, abyśmy odpowiedzialnie weszli w tę nową, najważniejszą rolę - wyznał Karol Strasburger.

Dodał, że jest pod wrażeniem ciężkiej pracy i trudu, jaki jego ukochana wkłada w wychowanie ich pociechy. Zwłaszcza, że pełni też obowiązki jego menadżerki.

Macierzyństwo to oprócz radości także wielkie poświęcenie. Czasami jak przyglądałem się nocnym pobudkom, gdzie Małgosia była już na resztkach sił, to zawsze widziałem na jej twarzy uśmiech. Budzi mój ogromny podziw, że dźwiga ciężar wychowania Laury. Ja, gdy zostaję z córką sam, to po kilku godzinach jestem wykończony, a ona ma to przez 24/h. Dba o wszystko i chce dla naszej córeczki jak najlepiej. Pewnie taka sama była moja mama... Kiedyś nie rozumiałem tego święta i uważałem je za przereklamowane, ale teraz widzę, jak wiele dla swojego dziecka jest w stanie poświęcić każda mama. Wszystkie zasługują na brawa i nikt ani nic nie jest w stanie ich zastąpić - stwierdził prezenter "Familiady"