Krzysztof Krawczyk zmarł w tegoroczny Poniedziałek Wielkanocny. Wdowa po artyście w programie "Alarm!" opowiedziała o tym, jak wyglądały ostatnie chwile jego życia.

Reklama

Wyznała, że wciąż była w kontakcie z zaprzyjaźnioną lekarką, która przez telefon tłumaczyła jej, co ma robić.

To ona zadecydowała, żebym zadzwoniła po pogotowie, a ona dzwoni do rodziny. Ja mówię: "A po co do rodziny?", ona: "Nic nie mów, wykonuj moje polecenia". W tym czasie, kiedy przyjechała rodzina, zaraz przyjechało pogotowie... - wyznała.

Pani Ewa wyznała, że gdy artysta odchodził położyła się obok niego.

"Krzysiu, powiedz coś do mnie", tak prosiłam... Wziął rękę, położył mi na policzku, powiedział: "Moja laleczko, kochana". I już oczka pobiegły tam do tyłu gdzieś... Miałam nadzieję, że on jeszcze będzie żył, choć pan z pogotowia nie dawał żadnych szans. Liczyłam na cud - wyznała.

Jak Ewa Krawczyk radzi sobie ze stratą męża?

Dodała, że Krawczyk do końca walczył o życie.

Nie wiedziałam, na czym polega umieranie. Byłam pewna, ze to chwilowy kryzys. Robiłam, co mogłam. On walczył, bardzo walczył, miał nadzieję, że z tego wyjdzie. Bronił się bardzo, widziałam to w jego oczach - powiedziała.

Przyznała też, że trudno jej się pogodzić z jego śmiercią.

Brakuje mi go cały czas, np. jak idę spać. Nawet z przyzwyczajenia nałożyłam na jego szczoteczkę pastę, bo myślałam, że zaraz przyjdzie i umyje zęby. Brakuje mi go bardzo, dlatego całuję jego zdjęcie, jego rzeczy, śpię w jego koszuli - mówiła w programie "Alarm!'.

"Proszę o tydzień spokoju"

Ewa Krawczyk wyznała również, że ma wielki żal do ludzi, którzy nie szczędzą jej krytyki a ona nie może w spokoju przeżyć swojej żałoby.

Jeśli to możliwe, to, proszę, choć o tydzień spokoju, bym się nie musiała denerwować. Moja żałoba w tej chwili jest ciężka. Największemu wrogowi nie życzę takiego ataku, jaki spadł na mnie - apelowała.

Moje serce jest otwarte na wszystkie rodzinne problemy i spotkania. Ale nic nie mogę zrobić, ponieważ ludzie z otoczenia przeszkadzają mi w realizacji tego, co z mężem postanowiłam. To wszystko, co rozmawialiśmy, odnośnie do rodziny, co kto dostaje, to ja wiem. Mnie nie trzeba uczyć i nie trzeba straszyć internetowo, co mam robić. Zrobię to, co przekazał mi mój mąż. Nikomu nie dam krzywdy zrobić - powiedziała.

Reklama