Nie wiadomo, czy to miłość, czy może po prostu bezmyślność robi z Kuby takiego lekkoducha. Od kiedy aktor zaczął spotykać się z piękną dziennikarką TVN, kompletnie stracił dla niej głowę. I nie zauważył, że w prawej tylnej oponie jego srebrnego saaba nie ma ani odrobiny powietrza.

Nie zdając sobie z tego sprawy, aktor ze swoją dziewczyną wybrał się w środę wieczorem na przejażdżkę po mieście. W pewnym momencie zjechał na stację benzynową. Wszystko wskazywało na to, że chłopak zorientował się, iż jedzie na kapciu. Tymczasem okazało się, że Wesołowski zatrzymał się jedynie po to, by kupić sobie i dziewczynie kremowe lody. Oboje postali jeszcze chwilę przy samochodzie, ale żadne z nich niczego nie zauważyło. Widocznie widzieli tylko siebie. I spokojnie, jak gdyby nigdy nic, ruszyli w dalszą drogę.

Mieli ogromne szczęście, że dojechali cali i zdrowi. Taka nieuwaga mogłaby im przysporzyć nie lada kłopotów. Kuba pędził chwilami aż 140 km/godz. i gdyby nagle pękła sflaczała opona, straciłby kontrolę nad autem. A poza tym za jazdę na kapciu grozi mandat. Na szczęście nic im się nie stało, nie spotkali też żadnego patrolu i bezpiecznie dojechali do domu. Mamy nadzieję, że w świetle dziennym Kuba zauważy w końcu flaka i coś z nim zrobi, zanim złapie go policja - pisze "Fakt".