Małżeństwo Dubienieckich spotkaliśmy podczas rodzinnego spaceru w Sopocie z najmłodszą córką. Starsza musiała w tym czasie zostać w przedszkolu. Podczas przechadzki po sopockim Monciaku nagle zatrzymali się przed jednym z biur turystycznych. Wywieszone w witrynach oferty przeglądali długo i wnikliwie. W końcu pan Marcin wszedł do środka i po dobrych kilkunastu minutach wyszedł z plikiem kolorowych folderów w dłoni.

Wygląda więc na to, że prezydent Lech Kaczyński, przynajmniej na jakiś czas, będzie musiał rozstać się ze swoimi ukochanymi wnuczkami Ewą i Martynką. Na szczęście nie będzie to długa rozłąka. Wbrew rozsiewanym przez media plotkom, Dubienieccy wcale nie mają dość Polski i nie wyjeżdżają na emigrację. "Jadą po prostu na urlop w góry" - wyjaśniała w jednym z wywiadów prezydentowa Maria Kaczyńska. Kiedy i gdzie? To na razie tajemnica.

"Naprawdę ciężko mi określić termin. A dokąd? Wolałbym, żeby miejsce naszego urlopu jednak pozostało tajemnicą dla mediów" - przekonuje Marcin Dubieniecki.

Niewykluczone, że córka prezydenta z rodziną wybiorą któryś z krajów Europy Zachodniej, być może Włochy lub Szwajcarię.