Było ciemno i zimno, a on wracał z imprezy. Z daleka zobaczył duży gmach. Pomyślał pewnie, że się w nim ogrzeje. Przeszedł przez naprawiany właśnie, zewnętrzny mur i próbował wspiąć się na drugi, o wiele wyższy. Ale miał pecha. Po drodze złapali go strażnicy. Gdy otrzeźwiał, aż zadrżał z przerażenia. Dopiero wtedy dotarło do niego, że... trafił do więzienia. Miał stracha, że już tam zostanie, bo w końcu - włamując się - popełnił przestępstwo.
Ma jednak szczęście, bo dyrekcja zakładu karnego nie ulokowała go w jednej z pustych cel, tylko wezwała policję. A funkcjonariusze odstawili pechowego Norwega do domu. Grozi mu tylko niewielki mandat.
Władze jednak natychmiast zapowiedziały, że więźniowie przyłapani na kręceniu się pomiędzy wewnętrznym a zewnętrznym murem więzienia nie dostaną "tylko" mandatu. Oni zostaną potraktowani o wiele surowiej.