Dokumentaliści nauczyli się mówić rzeczy ważne, poruszać sumienia, wychylając się poza filmowe plakaty, ilustrujące noszone na sztandarach tezy i problemy. "Zatoka delfinów" wyreżyserowana przez znanego fotografika Louie Psihoyosa, jest modelowym przykładem filmu nakręconego dla sprawy, ale jednocześnie przekraczającego dokumentalne konwencje.

Reklama

Psihoyos dał się zwerbować Richardowi O’Barry’emu do ekipy wyruszającej do Taiji w Japonii. To stąd pochodzi większość delfinów trzymanych w ogrodach zoologicznych i oceanariach na całym świecie, i to tutaj co roku dochodzi do masowej rzezi tych zwierząt.

O’Barry był jednym z pierwszych zawodowych treserów delfinów, dziś jest zagorzałym wrogiem trzymania tych zwierząt w niewoli. "Jeśli jakiemuś delfinowi na świecie dzieje się krzywda, natychmiast dzwoni mój telefon" – mówi w filmie.

O zabijaniu tysięcy delfinów w zatoce niedaleko Taiji przez miejscowych rybaków O’Barry wiedział od dawna, ale przez długi czas wszelkie próby zakończenia albo chociażby udokumentowania i nagłośnienia tego procederu kończyły się niepowodzeniem. Montuje więc supergrupę złożoną z ekologicznych aktywistów i wyrusza do Taiji uzbrojony w kamery termowizyjne, podwodne urządzenia podsłuchowe, by wreszcie rzecz całą sfilmować. Psihoyos towarzyszy mu z kamerą. Początkowo sceptyczny, z czasem coraz bardziej przekonany co do racji O’Barry’ego i zaangażowany w projekt. Rasowy dokument śledczy powoli rozwija się w thriller szpiegowski ze śledzącą ekipę policją i brawurowymi akcjami nocnego montowania sprzętu w strzeżonej przez miejscowych zatoce.



Przy okazji zaś dokument rozsupłuje skomplikowaną sieć zależności wielorybniczego japońskiego biznesu. Dlaczego rybacy łowią delfiny? Bo zarabiają na ich sprzedaży do delfinariów. Dlaczego je zabijają? Bo pomaga to przetrwać rabunkowemu przemysłowi rybołówstwa. Psihoyos ujawnia dyplomatyczne przekupstwa, łapie na kłamstwach urzędników, a w końcu zajmuje się i tym faktem, że zatrute rtęcią mięso delfinów trafia do stołówek miejscowych szkół. I to też ważne. Bo film robiony po coś, nie tylko w atrakcyjnej formule zagląda pod podszewkę rzeczywistości, ale i uczciwie stawia na marginesie ważkie pytania.

Owszem, jednostronnie zaangażowany, bywa momentami nieco demagogiczny, ale jest przy okazji rzetelny, jeśli chodzi o przytaczane fakty i punkty widzenia. I pozostaje wierny dokumentalnemu etosowi.

O’Barry mówi: "Jeśli dzięki temu filmowi rzeź delfinów ustanie, to tylko po to warto go było zrobić, a jeśli nawet tego nie uda się naprawić, to zapomnijmy o większych problemach. Nie ma już nadziei". Nie mógł mieć ten film lepszej puenty.

ZATOKA DELFINÓW | reżyseria: Louie Psihoyos | Canal+ | piątek, godz. 21.00