Dwie dekady temu krytycy przepowiadali, że filmy Barei spotka ten sam los co PRL. "Brunet", "Miś" i "Alternatywy 4" miały bezpowrotnie odejść do lamusa w ślad za epoką, którą wykpiwały.

Urodzony w 1929 roku reżyser nigdy nie miał dobrej prasy. O mały włos nie wyleciał z łódzkiej Filmówki, bo przyznał się, że podczas obowiązkowego porannego biegu wraz z kolegą ze studiów Janem Łomnickim zrobili sobie skróty. Cenzura chłostała jego projekty, kiedy w latach 70. porzucił wzorowane na przedwojennym kinie komedie obyczajowe w stylu debiutanckiego "Męża swojej żony" (1960), "Rozwodów nie będzie", "Przygody z piosenką" czy próby filmów kryminalnych w rodzaju serialu "Kapitan Sowa na tropie".

Upiorne absurdy

Wielokrotnie przemontowywany był "Brunet wieczorową porą" (1976). "Misia" wykastrowano z jednej czwartej materiału, zmieniono też nazwisko głównego bohatera z Nowohuckiego na Ochódzkiego. Cięcia nie ominęły "Alternatywy 4" – odcinki serialu w oryginale trwające godzinę skrócono o kwadrans. Bareja godził się na ingerencje. – Myślę, że gdyby forsował inne podejście, to nic by nie nakręcił – mówi Stanisława Celińska, nauczycielka w "Alternatywy 4".

Paradoksalnie jego filmy wzmagały czujność partyjnych czynowników właśnie dlatego, że były komediami.


– Stasio uprawiał znacznie trudniejszą sztukę niż twórcy kina moralnego niepokoju. W ich przypadku sprawa była oczywista – film od razu szedł na półki – mówi Stanisława Celińska. – Ze Stasiem cenzorzy mieli kłopoty, nigdy nie byli pewni, czy udało się go do końca rozgryźć.

– Kręcenie komedii dawało mu poczucie wolności – wspomina Hanna Bareja, żona reżysera. Portretował życie codziennej PRL z pozycji zwykłego obywatela, którego na każdym kroku dotykają upiorne absurdy systemu. W przełomowym "Poszukiwanym, poszukiwanej" (1972) zdemaskował mit awansu inteligencji pracującej. Grany przez Wojciecha Pokorę bohater w przebraniu kobiety w charakterze gospodyni domowej zarabiał więcej niż jako naukowiec.

W jego komediach wiodło się chamom, hochsztaplerom i oportunistom, których najbardziej jaskrawym uosobieniem były postacie grane przez Stanisława Tyma. – Bohaterów tych filmów łączy to, że są ludźmi osaczonymi, zaszczutymi. Moja sympatia jest po stronie inteligentów. Pokazuję ich jako ludzi przegranych, ale tacy są przecież w życiu. Inteligent ma wątpliwości i to osłabia jego siłę przebicia. Przegrywa z cwaniakiem, który idzie do przodu bez skrupułów, potrafi wykorzystać układy i pewne prymitywne instynkty – mówił Bareja w wywiadzie dla "Polityki".

Ani radykalny zwrot w twórczości, ani takie deklaracje nie przekonały krytyków. Uchodził za geszefciarza, który robi filmy pod publikę. Bareizm dla niektórych stał się synonimem ekranowej tandety.


– Proponował mi też rolę w filmie "Poszukiwany, poszukiwana", gdzie miałam zagrać żonę głównego bohatera, ale odmówiłam. – wspomina Celińska. – Komedia, serial telewizyjny uchodziły za coś gorszego. Bałam się, że nie będę potem grać poważnych ról. Żałowałam tej decyzji. Trudniej jest przecież zrobić dobrą komedię niż dramat.

Biedny reżyser hitów

Widzowie oblegali kina wyświetlające jego filmy, ale nie wiązało się to z finansowymi profitami. Bareja otrzymywał ustalane urzędowo honoraria niezależnie od liczby sprzedanych biletów. A ponieważ jego komedie zakwalifikowano jako utwory o niskich walorach artystycznych, dostawał za swoją pracę najniższe stawki.

Przyznawał, że w latach 60. usiłował przeszczepiać na nasz grunt kino gatunkowe, chciał rywalizować z Amerykanami w dostarczaniu rozrywki. – Wydaje mi się, że niektóre jego filmy nie są dobrze rozumiane – mówi Hanna Bareja. – Myślę zwłaszcza o "Małżeństwie z rozsądku". To tam po raz pierwszy pojawiły się wątki, które kontynuował w następnych filmach. Sceny z bazarów, bohaterowie, którzy kombinują, szukają dziury w przepisach – z pozycji ideologicznej figury nieprawomyślne.


Dla krytyków był chłopcem do bicia. Kochali go za to aktorzy. – Staszek miał ogromną wiedzę na temat tego, jak trzeba zrobić film, żeby był śmieszny – mówi Celińska. – Dbał o aktorów, robił wszystko, żebyśmy czuli się dobrze. Wiedziałam, że mogę mu zaproponować sześć wersji mojej roli, a on wybierze najlepszą.

We wspomnieniach współpracowników zapisał się jako pogodny kumpel, szef z wyrozumiałością reagujący na piętrzące się przed filmowcami trudności, wyczulony na komiczny potencjał każdej sytuacji. – Na planie śmiał się do rozpuku – dodaje Celińska.

Doświadczenie wędliniarza

Pomysły na filmy czerpał z własnego życia. Był synem wędliniarza, którego po wojnie dotknęły represje w ramach bitwy o handel. Jak wspomina żona, nie należał do partii, nie miał znajomości, więc tak samo jak każdy zmagał się z bolączkami codzienności.

Mało znana jest opozycyjna działalność Barei, który wsławił się m.in. przeszmuglowaniem z Wiednia do Warszawy maszyny drukarskiej dla podziemia. Przewiózł ją przez trzy granice maluchem.

Dwa lata temu został laureatem Złotej Kaczki w kategorii reżyser komediowy stulecia. Niewykluczone, że w tym tygodniu jego filmy odciągną Polaków od toastów. Tak uznali twórcy sylwestrowej ramówki kanału Kino Polska, którzy przygotowali nocny maraton z filmami autora Barei. Kolejny raz będziemy mogli się trzymać za brzuchy ze śmiechu, oglądając "Bruneta wieczorową porą", "Nie ma róży bez ognia", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", "Misia" oraz "Poszukiwanego, poszukiwaną".