Na swoim Instagramie Ewa opisała swoje przywiązanie do pewnego różańca, przywiezionego z egzotycznej podróży:

Reklama

Od lat nosze różaniec. Stary drewniany z drzewa sandałowego, przywieziony kilkanaście lat temu z Izraela. Kto mnie zna, zna także mój stosunek do wiary i nie zamierzam się z niego tu spowiadać. Jak różaniec nie wisi mi na szyi, to jest schowany w torebce lub na ręku w postaci bransoletki. Dzisiaj mój różaniec wywołał zgorszenie u jednego pana na stacji benzynowej. "Pani niby taka mądra kobieta a durna jak te nawrócone na pokaz celebryty. Pani nie nosi tego krzyża, bo nie wypada z tymi gusłami w dobie odwrotu mądrych od kościoła". Nie miałam czasu na dyskusję, więc zaskakując samą siebie, wypaliłam: "z Bogiem" i wyszłam

Projektantka w dalszej części posta pokusiła się o refleksje na temat gwiazd mówiących o swojej wierze. Jej zdaniem bowiem nie ma niczego złego w manifestowaniu swojego przywiązania do jakiejkolwiek religii:

Jadąc, zastanawiałam się, dlaczego osoba popularna, medialna jest przeważnie podejrzana w kwestii wiary. Rozumiem tych wszystkich, którzy mówią o nawróceniu lub wyznają swoją wiarę od zawsze. Dlaczego mają się wstydzić? Dlaczego nie powiedzieć głośno, komu zawdzięczają życie, nadzieję, światło w tunelu? To prawda, że jak trwoga, to do Boga. Często odkrywamy go jako ostatnią deskę ratunku, dobrze mieć tę deskę i mieć czego się trzymać, jak toniemy. Ważne jest, żeby nie zapomnieć o nim w lepszych czasach. Wierzyć, wyznawać pozakoniunkturalnie. Ten, kto odkrył różaniec prawdziwie, wie, że nie tylko chodzi w nim o cud, ale o proste wyciszenie - zaznacza gwiazda.

Ewa Minge wymieniła także kilka znanych osób, które stały się obiektem drwin przez mówienie o swoim nawróceniu. Projektantka uważa, że naśmiewanie się z Miśka Koterskiego i Patryka Vegi za to, że mówią o swojej wierze jest słabe.