Kiedy Donatan zaprosił Edytę Górniak do współpracy, fani z podekscytowaniem czekali na efekty i się nie zawiedli. Wspólne dzieło piosenkarki i producenta zatytułowane "Andromeda" zostało bardzo dobrze przyjęte przez publiczność. Niestety atmosfera wokół utworu i tej współpracy zepsuła się po aferze, do jakiej doszło rok temu w Opolu. Podczas konferencji prasowej i wspólnego pozowania do zdjęć, Donatan złapał bowiem Edytę za pośladek. Diva zareagowała błyskawicznie wymierzając mu policzek.

W kolejnych dniach sytuacja eskalowała, bowiem Górniak wydała oświadczenie, w którym zarzuciła Donatanowi brak szacunku wobec kobiet i wybujałe męskie ego. On zaś odwdzięczył się twierdząc, że Edyta chce zrobić z siebie ofiarę jego kosztem.

Od afery minął już jednak rok, a piosenkarka wciąż nie chce grać na koncertach utworu "Andromeda". W rozmowie z "Faktem" zdradziła, że to dlatego, iż zachowanie Donatana zabiło całą pozytywną energię tej piosenki. Diva zdradziła także, jak wyglądały kulisy jej współpracy z producentem:

Donatan jest bardzo bezpośredni w komplementowaniu kobiet. Ja natomiast nie jestem przyzwyczajona, że ktoś, z kim nie mam osobistych relacji, jest tak otwarty. Kilka razy chciałam wyjść ze studia. Bardzo źle przyjął fakt, że nie chciałam mu dać swojego numeru telefonu. Był wręcz obrażony. Pisał do mnie na Instagramie takie wiadomości, że gdybym je opublikowała, byłby po prostu spalony – powiedziała.

Górniak dodała także, że Donatan nie szanuje kobiet, a jej samej nigdy nie przeprosił za zaistniałą sytuację. W związku z tym, wspólny utwór wciąż jej się źle kojarzy i nie zamierza śpiewać go na koncertach.