W długim wpisie na Facebooku Izabela Marcinkiewicz zdradza, że były mąż pozwał ją za stalking. Ona jednak uważa ten pozew za absurdalny, bowiem to, co Kazimierz nazywa stakingiem, w jej mniemaniu jest tylko walką o należne jej pieniądze:

Zostałam pozwana przez dłużnika - zostaje mi bronić się, bo kłamstw w tym wydaniu nie zdzierżę. Jaki ma w tym cel nadawca? Odpowiedź nasuwa się sama.
Jak można nie wykonywać wyroku sądu i jeszcze pozywać wierzyciela?! Czy to nie surrealizm w czystej postaci? Media pisały o mnie, sugerując się tym co pisał dłużnik, tj. że 'się mszczę'. Ludzie, jeśli wam się sądownie należą pieniądze, to macie prawo, ba obowiązek, upominać się o nie, tak jak i o wypłatę za pracę. Ja domagam się tego co mi przyznał prawomocnie sąd. Dłużnik alimentacyjny bezprawnie nazwał mnie 'stalkerką'. Bo domagam się swoich praw. Nie unikam kontaktu z mediami, gdy one piszą do mnie, odpowiadam na pytania, bo nie mam nic do ukrycia.

Izabela broni się także przed zarzutami byłego męża, który jakiś czas temu napisał w mediach społecznościowych, iż umyślnie spowodowała wypadek, w którym doznała poważnej kontuzji. Była żona byłego premiera żali się także na swoją sytuację finansową:

Ja nie odpowiadam za losowy przebieg zdarzeń, tak jak doszło do mojej niepełnosprawności. Bo czy winić kogoś, że złamał nogę bo źle stanął lub że grając w piłkę poślizgnal się i złamał rękę?! Nie otrzymuje też żadnej pomocy od państwa, od Zus, renty, nic, bo nie mam lat pracy w Polsce! nie kwalifikuję się. A z niepełnosprawnościa zostanę prawdopodobnie do końca życia - stąd alimenty. Ktoś pomyśli, że przesadzam z tym, że moja sytuacja jest aż tak zła, tym bardziej jako była żona byłego premiera. Nic bardziej mylnego.
Taka sytuacja: dłużnik alimentacyjny, korzystając z negatywnego wizerunku byłej żony i chcąc zamknąć jej usta, składa kłamliwy pozew do sądu będąc przekonanym, że uznają jego oskarżenia za jedyne i prawdziwe? Ona, wierzyciel, osoba niepełnosprawna, w potrzebie, musi dowodzić swojej niewinności i prawdy. Tłumaczyć się z tego, że pisze o niealimentacji, walcząc o swoje prawa. Jak trzeba, to trzeba!