W rozmowie z "Tygodnikiem Solidarność" Doda wraca wspomnieniami do początków swojej kariery. Piosenkarka zapewnia, że niczego nie dostała w prezencie, a na swój sukces musiała ciężko zapracować:

Nie miałam bogatego tatusia. Nie miałam kontaktów. Dziewczyna z Ciechanowa musiała swoją ciężką pracą pokazać, że w stolicy da sobie radę. Nie miałam zwyczaju klękać przed kimś i to mnie dyskwalifikowało na dzień dobry. Udało mi się osiągnąć to, co chciałam, w mniej lub bardziej dyplomatyczny sposób. (...)

Doda postanowiła także wytoczyć walkę łatce skandalistki, jaka przylgnęła do niej od samego początku:

Niestety w Polsce wystarczy być szczerym, a od razu otrzymujesz łatkę skandalisty. Nie uważam się za skandalistkę. Nie jestem alkoholiczką, narkomanką. Nie zdradzam mojego męża. Zawsze byłam bezpośrednią osobą i to wystarczyło, żeby przykleić mi taką łatkę. Od zawsze dawałam przykład również dobrego zachowania. Pomagam w wielu akcjach charytatywnych i nigdy nie odmawiam wsparcia. Media zauważyły, że robiąc "gównoburzę" ze szczerych słów artystów, same sobie podcinają gałąź, na której siedzą. Jest dużo osób, które są ugrzecznione i poprawne na siłę, żeby to się nie obróciło przeciwko nim. Jestem sobą. Mam ten komfort, że jednego dnia świecę cy*kami, a drugiego przykładem.

Wygląda na to, że Doda próbuje zmienić swój dotychczasowy wizerunek. Czy odnajdzie się w nowej roli?