Kilka tygodni temu głośno było o wywiadzie, jakiego magazynowi "Newsweek" udzielili wspólnie Maja Ostaszewska, Maciej Stuhr, Jacek Poniedziałek i Magdalena Cielecka. Najwięcej kontrowersji wzbudziła wypowiedź Cieleckiej właśnie, która uczucia, jakie towarzyszyły jej gdy jechała tramwajem ze znaczkiem KODu w klapie, porównała do tego, jak czuło się żydowskie dziecko w czasie okupacji.

W najnowszym numerze "Wysokich Obcasów" aktorka zapewnia, że nie żałuje swoich słów:

Dla mnie ważny jest imperatyw mówienia głośno tego, co myślimy. Wielu ludziom się nie chce, trochę ze strachu, trochę z lenistwa, trochę z konformizmu. Krzyczymy, że pójdziemy umierać za ojczyznę, ale nie jesteśmy w stanie zwrócić uwagi sąsiadowi, który bije psa. Mamy jakiś wdrukowany lęk, żeby się nie wtrącać. I to jest szkodliwe. Daliśmy [Cielecka, Ostaszewska, Stuhr, Poniedziałek] ten wywiad, bo wydaje nam się i na szczęście nie tylko nam, że jako artyści mamy obowiązek to robić, bo będąc rozpoznawalni, jesteśmy słyszalni. Ja bym wolała tylko grać. Ale nas pytają. Zrobiono z nas takie gadające głowy. Jak Maja powiedziała: traktuje się nas trochę jak objazdowe dziwki, a z drugiej strony każe się nam wypowiadać na każde możliwe tematy i stawia w rolach ekspertów. Polityka wkroczyła do teatru. To konsekwencje podziału, klasyfikowania, za które winię polityków.

Magdalena Cielecka odniosła się także do tego, jak podziały polityczne przeniosły się na środowisko aktorskie:

 Marian Opania nie przyjął roli w Smoleńsku i ja też bym tam nie zagrała. Mam ten komfort, że mogę odmówić, ale rozumiem, że wielu artystów nie ma takiej swobody. Jest dla mnie oczywiste, że do TVP nie będę zapraszana. Nie ukrywam, że teraz jest dla mnie bardzo ważne, w jakim towarzystwie pracuję. Ubolewam nad tym, że dzisiaj wzięcie udziału w projekcie, w którym są twarze znane z poparcia dla obozu rządzącego, staje się legitymizacją tego obozu. Większość kolegów nie chce mieć z tym nic wspólnego. Ale młodych, nieznanych aktorów to stygmatyzuje. Może mają takie poglądy, może chcieli zaistnieć, albo mieć pracę, ale to niebezpieczne.