Czwórka topowych polskich aktorów zgodziła się na wspólną rozmowę dla tygodnika "Newsweek". Magdalena Cielecka, Maja Ostaszewska, Maciej Stuhr i Jacek Poniedziałek opowiedzieli o tym, co jest dla nich w życiu ważne i dlaczego głośno sprzeciwiają się posunięciom obecnego rządu:

Chciałabym po prostu żyć, korzystać z tego, na co zapracowałam, co mogę wziąć od świata i światu dać. O takiej wolności mówię. Ale boje się, że do mojego schronu w każdej chwili może ktoś przyjść i zapytać, z kim śpię. Albo dlaczego ten człowiek, z którym śpię, jest nie tej narodowości, która się dziś w Polsce podoba. Mam 45 lat i chciałabym swobodnie stanowić o sobie. I żeby nikt mi się nie wtrącał w życie uczuciowe, erotyczne, społeczne, zawodowe. Żadne - powiedziała Magdalena Cielecka

Aktorzy zwrócili też uwagę na fakt, iż polskie społeczeństwo jest coraz bardziej podzielone, a nastroje staję się agresywne:

To prezes Polski rozpoczął sortowanie ludzi. Ja też czasem jadę tramwajem i myślę: "Oj, ten łysawy pan ma pewnie inne preferencje wyborcze, niż ja" - powiedział Maciej Stuhr, a wtórował mu Jacek Poniedziałek:

Emocje są strasznie rozhuśtane. I jeszcze ten nieprawdopodobny jazgot agresywnych troglodytów, nazioli, którzy zarażają swoją agresją innych. Jestem pozytywnie nastawiony do ludzi, ale często widzę nienawiść w ich oczach, widzę zaciśnięte pięści

Magdalena Cielecka opowiedziała zaś sytuację, jak przytrafiła jej się w tramwaju: Wracałam wieczorem po manifestacji  przypiętym znaczkiem KOD. I siedział tam facet, czułam, że mnie rozpoznał. I on jakimiś dźwiękami, onomatopejami zwierzęcymi, próbował dać mi do zrozumienia, że mu śmierdzę. Poczułam się jak - przepraszam za porównanie - żydowskie dziecko w tramwaju w czasie okupacji. Dziecko, które jest wystraszone i wie, że nie powinno w tym tramwaju być. Kiedy wysiadałam, on powiedział "gorszy sort", więc sytuacja skończyła się lajtowo. Ale czułam, że chce mi coś zrobić, tylko jeszcze nie bardzo wie, co.

Artyści zostali zapytani, co konkretnie nie podoba im się w działaniach PiS. Magdalena Cielecka wskazała na mowę nienawiści w stosunku do innych narodowości oraz błyskawiczną wymianę szefów instytucji kultury.  Maja Ostaszewska dodała upolitycznienie mediów państwowych, narastającą ksenofobię, antysemityzm, homofobię i próby zdeptania godności kobiet. Jackowi Poniedziałkowi przeszkadzają zaś zmiany w szkolnictwie i edukacji:

Ci eksperci od postawy programowej bredzą, że prezerwatywa jest rakogenna. Nie mówiąc już o klasach "matematyczno-narodowych", o nauczaniu zakłamanej historii bez Wałęsy, ale za to z "zamachem smoleńskim" etc. Odkręcić to w głowach młodych ludzi będzie bardzo trudno - trzeba będzie całego pokolenia.

Oni chcą wychować nowego obywatela - "małego narodowca". Będziemy musieli jak nasi rodzice za komuny, polecać dzieciom inne niż w obowiązującym kanonie książki, odkłamywać historię. - dodała Maja Ostaszewska

Maciej Stuhr zaś ubolewa nad stosunkiem nowej władzy do prawa: Już pierwsza decyzja Andrzeja Dudy o ułaskawieniu Kamińskiego była niepojęta. Jak można być tak jawnie bezczelnym; ułaskawiam kolegę, bo mogę. Potem nazwanie sędziów Sądu Najwyższego "bandą kolesi". W mojej rodzinie oprócz aktorów są także prawnicy. Moi przodkowie się w grobie przewracają, jak to słyszą.

Aktorzy przyznali, że podziały polityczne panują także wewnątrz ich środowiska zawodowego. Koledzy o prawicowych poglądach niechętnie jednak z nimi rozmawiają:

Z kolegami o prawicowych poglądach nie da się rozmawiać o sprawach politycznych i społecznych. Jedyną odpowiedzią jest cyniczny uśmieszek. Taki sam jak u komuszego prokuratora stanu wojennego, posła Piotrowicza, gdy krzyczał z mównicy "precz z komuną!". To jest rechot historii. - powiedział Jacek Poniedziałek