Wszystko zaczęło się od tego, że odbierając koleżankę z dworca w Krakowie, Wardęga pomyłko zamiast na parking dla samochodów osobowych, wjechał na parking dla autobusów. Ochroniarz obiektu zażądał od niego 80 zł kary, a kiedy youtuber odmówił, wezwano policję.

Funkcjonariusze, którzy zjawili się na miejscu wyjaśnili, że ochroniarz miał prawo zażądać kary, ponieważ tak stanowi wewnętrzny regulamin prywatnego parkingu i nałożyli na Wardęgę mandat w wysokości 100 zł oraz 5 punktów karnych. Youtuber odmówił przyjęcia mandatu, ale jego prawdziwe problemy zaczęły się wówczas, gdy wysiadł z samochodu, by zrobić sobie zdjęcie z fanem. Funkcjonariusze uznali, że Wardęga nie zastosował się do ich zaleceń i postanowili go skuć w kajdanki i wsadzić do radiowozu.

I tutaj wydarzyła się sytuacja, której sam nie do końca rozumiem. Policjanci prowadzą mnie do auta, chcą mnie do niego wsadzić, a nagle postanawiają złapać mnie za szyję i pokazać, kto tu rządzi. Jeden z policjantów zaczął mnie dusić chwytając za szyję i kładąc się całym ciężarem swojego ciała na moich rękach, a drugi chciał te ręce wyjąć i założyć na nie kajdanki. Ja wiem, że 170 cm wzrostu może budzić straszny respekt wśród policjantów, ale zupełnie nie rozumiem, po co oni nagle zaczęli wzywać wsparcie. Ani się z nimi nie szarpałem, ani nie walczyłem. W pewnym momencie z powodu duszenia nawet zacząłem tracić przytomność - relacjonuje youtuber

Obecny podczas całego zdarzania kolega Sylwestra Wardęgi nagrywał całe zatrzymanie.