W wywiadzie udzielonym magazynowi "Viva!", Doda wraca do wspomnień o swoim ostatnim związku. Niestety Emil Haidar nie pozostawił po sobie dobrego wrażenia:

Reklama

Teraz bardzo pilnuję mojego serca i nikomu tak łatwo go nie oddam. Ostatni raz płakałam po rozstaniu z Emilem. Ten człowiek nauczył mnie tego, czego nie potrafił zrobić nikt inny. Bo nikt tak jak on mnie nie oszukał. Był zupełnie inną osobą niż siebie przedstawiał. Prowadził ze mną grę pozorów, w której sromotnie przegrałam. Dał mi największą i najszybszą lekcję. Zapłaciłam bardzo drogo. Minął równo rok, a Emil, mój narzeczony, który miał zostać moim mężem, założył mi w sądzie cztery sprawy, między innymi o zwrot prezentów i jakieś wymyślone bzdury. A ja się pod koniec go bałam. W końcu spakowałam się i od niego uciekłam. Urażona duma mężczyzny jest chyba gorsza od diabła.

Doda zapewnia, że zrażona negatywnymi doświadczeniami, nie marzy już o miłości:

Mnie związek kojarzy się z wiecznymi problemami, scenami, poświęceniami. Nie mam już ochoty na masochistyczne zabawy i kolejny zawód. Seks mnie kręcił, kręci i będzie kręcił, ale nie jest już dla mnie najważniejszy. Zresztą nie uciekam przed mężczyznami. Lubię ich, ale już nie pokocham. Zresztą jestem trochę samotnicą, zawsze miałam swoją przestrzeń i było mi z tym dobrze. Kocham swoje łóżko i to, że nikt mi w nim nie chrapie. Codziennie modlę się: "Dziękuję ci, Panie Boże, że mogę się wyspać, wstać po 10 godzinach piękna i wypoczęta". Zero płaczu, zero nieprzespanych nocy, zastanawiania się, gdzie on jest i co robi.

Na koniec pada jednak zdanie, które rzuca pewne światło na stosunek gwiazdy do mężczyzn:

A do czego jest mi potrzebny facet? Stać mnie na wszystko. Nie potrzebuję męskich portfeli.