Anna Sobańda: Czy przez rolę Elki singielki zatęskniłaś za czasami, gdy byłaś niezamężną i bezdzietną panią swojego losu?

Paulina Chruściel: Jestem osobą, która potrzebuje własnego świata. Mam męża, dziecko, normalną rodzinę, ale wciąż jest taka część mnie, która jest bardzo niezależna. Dlatego fajnie, że dzięki serialowi mogę wrócić do tych momentów, kiedy byłam sama. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie źle zrozumiał, nie żałuję, że wyszłam za mąż. Jedna z gazet niedawno tak napisała i mojemu mężowi zrobiło się bardzo przykro, a mnie chodziło tylko o to, że w dzisiejszych czasach, miejsca na to, żeby pobyć samemu ze sobą jest bardzo mało. Będąc mamą i mężatką niewiele mam okazji, by zostać z tym moim światem sam na sam. Granie Singielki pozwala mi wracać do takich momentów. W ogóle na kobietach w dzisiejszym świecie spoczywa dużo odpowiedzialności, musimy być bardzo silne i dlatego niezwykle istotnym jest, abyśmy miały ten swój własny świat i o niego dbały.Tę możliwość daje mi z pewnością moja praca.

Ale w pracy nie jesteś tak zupełnie oderwana od tego, co w domu, bowiem twój mąż jest reżyserem „Singielki”, więc zdarza się że pracujecie razem.

No nie tylko! „Singielkę” reżyseruje trzech innych reżyserów, min. Maciek Migas, który formatował ten serial, Radek Dunaszewski, Sylwek Jakimow. Z każdym z nich pracuje mi się bardzo dobrze, z każdym trochę inaczej. Z mężem doskonale porozumiewamy się na gruncie zawodowym. Czasem żartujemy nawet, że wychodzi nam to lepiej, niż w życiu. Na planie dogadujemy się idealnie. Ja bardzo mu ufam. Podobnie interpretujemy świat, podobne rzeczy nam się podobają. Zresztą to nas połączyło, ponieważ poznaliśmy się w szkole teatralnej i śmieję się, że on zakochał się nie we mnie, tylko w mojej „Lady Makbet”. Następnego dnia po tym spektaklu zadzwonił do mnie, bo był pod wielkim wrażeniem tego, jak zagrałam, jak zinterpretowałam tę postać.

Masz za sobą spore doświadczenie teatralne, nie obawiałaś się, przyjmując w rolę w „Singielkę”, że teraz przylgnie do ciebie łatka aktorki z telenoweli?

Nie. Już raz tę łatkę mi przyszyto. „Singielka” to nie jest moja pierwsza rola w serialu. Wcześniej była „Linia życia”, „Na dobre i na złe”, dużo ról drugoplanowych. Wówczas miałam łatkę femme fatale, kochanek, jak na seriale- postaci dramatyczne. I właśnie rola Elki dowodzi, że przed kamerą sprawdzam się w repertuarze lżejszym, bardziej komediowym, wcielam się w dziewczynę z sąsiedztwa i mogę być w tym wiarygodna i zabawna. Jeśli chodzi o teatr to mam takie poczucie, że widzowie, którzy mnie znają z teatru widzieli mnie w różnych kreacjach: od Julii czy Hamleta Szekspira, po Sonię Czechowa. W teatrze miałam dużo szczęścia. W spektaklach często dostaję główne role. mam taki rodzaj siły, czy umiejętności, który sprawia, że potrafię dużą rolę udźwignąć.

Czy w przypadku młodego, niedoświadczonego aktora zaczynanie kariery od serialu, czy telenoweli to dobry pomysł?

Czasy bardzo szybko się zmieniają. Kiedy ja kończyłam szkołę, teatr był dla mnie święty i na pierwszym miejscu. Pamiętam, że tuż po dyplomie, miałam na swoim biurku trzy umowy do podpisania. Były to role w „M jak miłość”, „Pierwszej miłości” i „Plebani”. Żadnej z tych umów wówczas nie podpisałam. Byłam przekonana, że muszę zacząć od teatru i na tym zbudować swoje rzemiosło. I nie żałuję. Uważam, że to, iż dzisiaj łatwo gra mi się w serialu i buduje jakąś postać,w którą widzowie wierzą, to dzięki temu, że wyrobiłam sobie warsztat w teatrze. Dopiero po kilku latach konsekwentnego grania w teatrze zaczęłam grać w serialach. Dzięki temu mam też dystans, nie odbiła mi sodówa z tego powodu, że gram w serialu. To teatr dał mi do tej pory prawdziwe artystyczne wyzwania i spełnienie. Teatr na pewno jest moim domem.

Rola w serialu daje jednak szybką popularność.

Celebryctwo w mojej głowie i mojej hierarchii jest i mam nadzieję pozostanie okolicznością związaną z tym zawodem, a nie odwrotnie. To się wielu młodym ludziom myli, wydaje im się, że jak grają w serialu, to znaczy, że coś umieją. A przecież żeby grać w serialu, nie trzeba niczego umieć. Ale już żeby zrobić coś dobrze, fachowo, potrzebne jest rzemiosło. Dlatego ja uważam, że zaraz po szkole nie powinno się iść do serialu. A jeśli już, to równolegle grać w teatrze, żeby uczyć się warsztatu.

Jeśli nie zależy ci na popularności, to dlaczego zdecydowałaś się na rolę w telenoweli?

Kocham teatr, ale lubię też kamerę. Spodobał mi się scenariusz, chciałam zagrać coś nowego. Innym powodem były względy finansowe i nie ma co tego ukrywać. Jestem w takim momencie życia, że bardzo dużo zrobiłam w teatrze i trochę się nim nasyciłam. Nastał też obecnie dość trudny moment dla teatrów w Polsce, czego przyczyną są różne uwarunkowania polityczne, w które nie chciałabym się zagłębiać. My jesteśmy aktorami i jak wszyscy inni, chcemy pracować. Tak ułożyło się moje życie zawodowe, że najpierw był teatr, a później serial. To nie znaczy, że nie chciałabym zagrać w fabule i mam nadzieje, że mi się to jeszcze zdarzy.

Uważasz, że aktor nie powinien wypowiadać się w kwestiach politycznych?

W naszym kraju wszystko jest traktowane serio, brakuje dystansu do sfery politycznej: jesteś wrogiem, albo przyjacielem. Nie chcę być utożsamiana z tą walką. Dlatego trzymam się od takich tematów z daleka.

Trzymasz się także z dala od show biznesu. Dlaczego?

Ostatnio Magda Mołek w wywiadzie pytała mnie, czy unikanie show biznesu jest kwestią zadzierania nosa. Odparłam zgodnie z prawdą, że nie. Ja po prostu niezbyt wygodnie czuję się w celebryckim wydaniu. Nie widzę sensu w tym, żeby dać się sfotografować na ściance z przysłowiowym butem w ręku tylko po to, żeby udowodnić, że jestem. Moim zdaniem kolejność powinna być inna, czyli „jestem” w związku z tym, że gram. To jest moja praca, tu chcę się sprawdzać i chciałabym aby mówiono o mnie w związku z aktorstwem, a nie bywaniem.

Wiele aktorek twierdzi jednak, że trzeba bywać, żeby grać. Nie czujesz, że przez unikanie ścianek i branżowych imprez niektóre role przechodzą ci koło nosa?

Być może. Ale za to mam poczucie, że jestem w zgodzie ze sobą. Po drugie, widzowie, którzy mnie znają , doceniają to, że jestem w tym uczciwa i wiarygodna. Fantastyczne aktorki, chociażby Magda Cielecka, Maja Ostaszewska, czy Agnieszka Grochowska, które podziwiam, zapracowały sobie na popularność i jakość swoim talentem i pracą. Obecnie mamy nieco inne czasy i faktycznie trzeba się przebić, a bywanie w tym pomaga. Jednak gdybym ja tak robiła, nie byłabym w zgodzie ze sobą. Pomaga mi też odzew, jaki mam ze strony widzów, którzy w komentarzach piszą, że jestem dla nich dowodem na to, że można grać, robić swoje, a nie być celebrytką.

Myślisz, że publiczność przestała podziwiać celebrytów?

Sądzę, że to się bardzo zmieniło. Jeszcze kilka lat temu ludziom się mieszało, kto jest aktorem, kto celebrytą. Teraz zaczynają odróżniać, doceniać i inaczej patrzeć. Ja słyszałam zarzuty, iż przez to, że nie ma mnie w plotkarskich portalach, mam męża i dziecko, to jestem nudna, a w wywiadach zbyt ostrożna bo na siłę nie pokazuję jaka jestem fajna i jak kolorowe jest moje życie. A ja wolę być ostrożna niż sztucznie napędzać skandal wokół siebie. To nie jest moje i tyle.

Ale musiałaś przez to dłużej poczekać na swoje przysłowiowe 5 minut.

I tak robiłam swoje. Zawsze intensywnie pracowałam, oprócz tego ułożyłam sobie życie, urodziłam dziecko, mam swój świat, moją własną drogę. Myślę, że aktorstwo to zawód dla długodystansowców.

Czy popularność przyniosła utratę prywatności?

Ja tego nie odczuwam. Kiedy idę na zakupy, widzowie mnie zaczepiają, ale wyłącznie w związku z rolą. Mówią, że lubią, że kibicują. To jest bardzo miłe i absolutnie mi nie ciąży. Nikt jednak nie siedzi pod moim domem,nie śledzą mnie paparazzi. Może właśnie dzięki temu, że jestem dla nich tak mało interesująca jeśli chodzi o prywatne życie.
Tak więc jedyne zainteresowanie, jakie odczuwam, jest ze strony widzów, ale ono akurat sprawia mi ogromną frajdę. Nawet kiedy jestem potwornie zmęczona i podchodzi do mnie jakiś widz, zawsze to doceniam. Mam świadomość, że że on też się wstydzi, też coś przełamuje. A jeśli zdarzają się mniej kulturalne zaczepki, po prostu udaję, że ich nie widzę. Pamiętam, jak sama chciałam podejść do ukochanej aktorki Joanny Szczepkowskiej po autograf. Byłam wtedy nastolatką. Strasznie się wstydziłam. Nie podeszłam. Popularność to część naszego zawodu, nie widzę powodu, dla którego miałabym mieć focha.

Spotykasz się ze zjawiskiem hejtu?

Staram się nie czytać komentarzy, a jak zaglądałam na fora, to tych negatywnych opinii nie jest aż tak bardzo dużo, jak na możliwości hejterów. (śmiech)

Hejterzy ci nie dokuczają, jakie są zatem twoim zdaniem ciemne strony zawodu aktora?

Niepewność. Nie wiesz, kiedy znowu będzie praca i kiedy znowu będziesz normalnie zarabiać. To jest trudne zwłaszcza, kiedy jest się rodzicem. Dlatego ważnym jest dla mnie, by twardo stać na ziemi. Poczucie niepewności, brak stabilności zawodowej, są dla mnie w tym zawodzie najtrudniejsze do przełknięcia. To mnie czasem zatruwa. Tym bardziej, że ja nie jestem z rodziny artystycznej, moi rodzice zawsze twardo stąpali po ziemi. Poszłam w aktorstwo w ciemno, nie wiedziałam z czym to się je. Gdybym miała świadomość tej niepewności, nie wiem, czy bym się na taką drogę zdecydowała, ponieważ to mnie w zawodzie kosztuje najwięcej. Samo granie jest cudowne, ale wszystko dookoła bywa trudne. życie aktora nie jest tak kolorowe, jak się widzom może wydawać.

Masz jakieś swoje sposoby na odprężenie i relaks?

Teraz najlepszym relaksem jest czas spędzony z córką, robimy sobie „babski dzień” i jesteśmy najszczęśliwsze na świecie. Kocham pływać, lubię porządnie zmęczyć się na basenie, a jak tylko mam więcej czasu, siadam do słowników i lektur i wracam do języków . Odpoczywam przy tym, bardzo mnie to uspokaja. Dzięki językom, kiedy jadę do innego kraju, szybko wsiąkam w kulturę, nie mam bariery, mogę się porozumieć. Może w innych okolicznościach przyrody byłabym tłumaczem? Na razie jednak poświęcam się graniu.

Skąd ta pasja do języków?

Kiedy byłam małym dzieckiem, moja mama zawiozła mnie do swoich przyjaciół. Jej znajomy znał 8 języków. Miał pochodzenie litewsko – polskie, był poliglotą niezwykle oczytanym i mądrym człowiekiem. Za każdym razem, kiedy tam przyjeżdżałyśmy był obłożony gazetami, książkami w rożnych językach, obok siedział pies. Piliśmy pyszną herbatę, a on opowiadał mi gdzie się tych języków uczył. Dla 6-latki to była magia, podziwiałam go. To on zaczął mnie wówczas uczyć angielskiego. Byłam nim zafascynowana, twierdziłam, że też chcę spędzić życie na nauce języków, otoczona słownikami i książkami. I zostałam aktorką (śmiech). Ale to wspomnienie we mnie zostało i wykorzystałam je, będąc już dorosłą osobą. Kiedy tylko mam więcej czasu lub mniej pracy robię to samo. Dzięki językom mam większą łatwość uczenia się tekstu i jestem bardziej wydajna na planie (śmiech). Dziś spokojnie dogadam się po czesku, angielsku i francusku.

„Singielka” to telenowela, ale o zamkniętym formacie. Co planujesz po zakończeniu zdjęć do tego serialu?

Ten format ma mieć maksymalnie 180 odcinków, czyli nie będę grała Elki do końca życia. Co ma swoje dobre i złe strony. Mam cichą nadzieję na jakiś kolejny serial, albo fabułę. Zobaczymy. Na pewno wrócę do teatru, mam już to zaplanowane. Mam nadzieję znów zagrać Szekspira, który jest mi bardzo bliski.

Czy gdyby po Singielce pojawiła się oferta kolejnej telenoweli, przyjęłabyś ją?

Gdybym miała czas na odpoczynek, a scenariusz byłby ciekawy, na pewno bym się nad tym zastanowiła. Bardzo lubię pracę przed kamerą. Jeśli nie dostałabym fabuły, wzięłabym serial. Najpierw jednak wakacje, a potem zobaczymy.

Życzę ci zatem wypoczynku, a później ciekawych ofert zawodowych

Dziękuję.