W rozmowie z "Faktem" Tymański został zapytany wprost, ile zaproponowano mu za udział w "Must be the music":

Niemało dostałem, wszak jestem drogi. Nie mogę powiedzieć ile, bo obowiązuje mnie kontraktowa tajemnica. Mówią mi, że mniej więcej tyle, ile dostaje Wojewódzki, więc sporo. To nie była pierwsza suma, którą mi rzucili. Zażądaliśmy z menadżerem 3 razy więcej i polubownie spotkaliśmy się w połowie.

Muzyk zdradził także, jakie ma podejście do flirtów z show biznesem:

Można żartobliwie powiedzieć, że próbowałem się sprzedać już dawno temu. Mało który artysta z alternatywną przeszłościa tyle flirtował z mediami. Miałem dziesiątki dziwacznych sesji i jakoś nigdy mi to specjalnie nie szkodziło. Ocierałem się o strefę celebrytów, ale nie jestem i nie będę typowym celebrytą.

Tymański wyjaśnił także, dlaczego zmienił zdanie i postanowił wystąpić w roli jurora w talent show:

Show-biznes to nie jest to łatwe życie. To jest ciągła napi*****nka o rozgłos, o niezależność. Na szczęście polski show-biznes jest w trakcie powolnej transformacji i to mnie cieszy. A z drugiej strony szkoda, że muzyka jest w polskim życiu tak mało istotna. Niby duży, a jakże płytki rynek. Ciągle zależy mi na zaskakiwaniu siebie samego i moich słuchaczy nową muzyką. Ale nie mogłem pozwolić sobie na to, żeby spaść do trzeciej ligi i grać rolę amatora. Jestem zawodowcem, więc wybrałem pierwszą. Stąd wyrachowany, przez 11 lat przemyśliwany krok z Must Be The Music. Mam nadzieję, że moja obecność spowoduje, że przyciągnę paru wariatów takich jak ja.