Anna Sobańda: W serialu gra pan ojca głównej bohaterki. Dlaczego pana postać jest tak apodyktyczna?

Cezary Pazura: Ojciec musi być jakiś. W tym serialu nam wszyło, że im więcej kłopotów będzie miała moja serialowa córka, czyli główna bohaterka, tym lepiej. A że jej
ojciec jest prawnikiem, to wiele od niej wymaga. Ojcowie w ogóle bywają bardziej wymagający wobec swojego dziecka, niż wobec innych.

W serialu pojawia się motyw pójścia dziecka w ślady rodzica. Pana najstarsza córka próbuje swoich sił w aktorstwie, ucieszyła pana ta decyzja?

Ja cenię każdą decyzję moich dzieci. Córka twierdziła, że idzie na próbę, zobaczyć jak to jest. Ciągle słyszała, że tata aktor, to może ona też powinna. Myśleliśmy, że to będzie zaspokojenie ciekawości, ale okazuje się, że wszyscy ją chwalą. Dobrze więc, że dała sobie szansę, bo kto wie, może wielka kariera przed nią? Oby! Czas pokaże.

Wspiera ją pan w tej decyzji?

Wspieram, ale nie pomagam, bo sam szukam pracy jak większość aktorów. Wspieram mentalnie, duchowo, jak pyta, to odpowiadam. Nie jest jednak tak, jak myślą czytelnicy kolorowych gazet, że córka aktora na pewno zrobi karierę, bo rodzina pomoże... Wręcz przeciwminie. Maciek Ślesicki w jednym programie powiedział, że lubi dzieci aktorów, reżyserów, ludzi sztuki, bo to są dzieci, o które się nikt nie upomina. Wszyscy robią im na złość, żeby coś udowodnić. Tacy jesteśmy, że nikt nie widzi w tym pracy i talentu, tylko zawsze jakiś układ. A wiadomo przecież, że jak dziecko żyje w środowisku lekarzy, to łatwiej jest mu pójść na medycynę. Jak dorasta wśród prawników, to z dużym prawdopodobieństwem wybierze ten sam zawód, bo od małego przesiąka tą atmosferą w domu. Ja pamiętam czasy, kiedy z Olafem Lubaszenką szukaliśmy bohatera do filmu "Chłopaki nie płaczą". On przemaglował chyba 100 młodych chłopaków i w końcu rolę dostał Maciek Stuhr. On po prostu był do niej gotowy, pasował, nie mylił się, trafiał w dziesiątkę przy każdej kwestii. Tak samo było z Mateuszem Damięckim. W serialu dla dzieci "Wow" zagrał, mając 11 lat, bo był gotowy do zawodu. A casting też był olbrzymi. Od pewnych rzeczy się nie ucieknie, pewne rzeczy są w genach, pewnymi rzeczami się przesiąka.

Powiedział pan podczas dzisiejszej konferencji, że aktorstwo to zawód. Czy czuje się pan nim zawiedziony?

Jak widać jest to zawód niepewny i tymczasowy. Ja w tej chwili nie cierpię na nadmiar propozycji. Trochę oczywiście wyolbrzymiam, bo przecież mam pracę. Pracuję praktycznie codziennie, a jak bym chciał, pracowałbym dwa razy dziennie. Aktorstwo to jest coś takiego, że człowiek jest wiecznie niezadowolony (śmiech). Ktoś mądry powiedział, że każdy aktor chciałby zagrać Hamleta. Problem polega na tym, że jak może go zagrać, to jest jeszcze nie gotowy, bo to trudna rola. A jak jest gotowy, to okazuje się, że jest już za stary. Jak gram dużo w teatrze i na estradzie, to chciałbym grać w filmie. A pamiętam, że były takie czasy, że przychodziłem na plan filmowy i dostawałem ciarek. Znowu to jedzenie z papierowych talerzyków, siedzenie w przyczepie, deszcz, albo gorąc, zero komfortu. Przeklinałem te lata, a teraz znowu bym sobie wrócił do tych harcerskich czasów, kiedy jechało się z ekipą w siną dal i robiło coś fajnego.

Ostatnio zamilkł pan na portalach społecznościowych. Dlaczego?

Nie ma co pisać, bo politycy sami zaczęli się komentować. Już od lat sami robią kabaret. Spolaryzowała nam się sytuacja na scenie politycznej bardzo mocno. Nie jestem znawcą polityki, najczęściej reaguję spontanicznie. Jak mnie coś zirytuje albo się z czymś nie zgadzam, wtedy piszę. Ale niebawem będę bardzo czynny na Facebooku, myślę też o tym, żeby otworzyć kanał na YouTube'ie, bo czasami łatwiej jest mi powiedzieć coś do kamery.

Na tym kanale też komentowałby pan bieżące wydarzenia społeczno-polityczne?

Tak, absolutnie. Na razie jednak piszę książkę. Autobiograficzną. Już ją właściwie całą napisałem. Skończyłem w sierpniu zeszłego roku i od tego czasu ją "poprawiam". Nic jeszcze w tej kwestii nie zrobiłem, zbieram się. Chcę nabrać dystansu. Nie spieszy mi się, mogę w życiu napisać tylko jedną książkę, więc lepiej zrobić to porządnie.

Jedną z ostatnich rzeczy, jakie komentował pan na Facebooku, a właściwie zrobiła to w pana imieniu żona, pełniąca funkcję menadżerki, to zdementowanie plotek, o udzieleniu głosu do świątecznego spotu PiS.

Zdementowała, bo to jest jej zadaniem. Jeżeli media podają nieprawdziwe informacje, trzeba je prostować. Czytelnik powinien otrzymywać prawdziwe i sprawdzone informacje. Ma do tego prawo. Osobiście staram się być apolityczny. Pracuję nad tym, aby mój głos wpisywał się w głos zdrowego rozsądku. Jestem katolikiem i uważam, że moim obowiązkiem jest starać się oddzielać ziarno od plew. Nie ukrywam jednak, że w chwili obecnej najbliżej politycznie jest mi do Pawła Kukiza. Oczywiście zawsze bliższa mi była prawa strona, bo jestem tradycjonalistą. Ale nie chcę kojarzyć się z żadną partią, dlatego takie moje zdecydowane działanie. Uważam, że aktor powinien być apolityczny pod każdym względem.

Czyli gdyby przed świętami Wielkanocnymi zgłosiła się do pana partia Jarosława Kaczyńskiego z prośbą o udzielenie głosu w spocie, odmówiłby pan?

Wie pani, jeśli to byłby Sid z „Epoki Lodowcowej”, to bym musiał, bo to kontynuacja (śmiech). A tak na poważnie, jest tylu lektorów, że wielu chętnie to zrobi.

Cezarego Pazurę będzie można oglądać w serialu "Powiedz tak!", który zadebiutuje na antenie Polsatu już 1 marca.