Anna Sobańda: Często zdarza się, że goście "Dzień Dobry TVN" panią zaskakują?

Anna Kalczyńska: Dość często. Bywa na przykład tak, że gość w trakcie rozmowy decyduje, że nie będzie mówił o tym, o czym my chcieliśmy z nim rozmawiać. Zdarzały się sytuacje, że jakaś gwiazda odmawiała odpowiedzi na pytania ze sfery prywatnej, a przecież niektórych gości zapraszamy właśnie po to, żeby dowiedzieć się czegoś na ten temat. Bywały rożne sytuacje, zarówno zabawne, jak i takie, o których wolałabym zapomnieć.

Trudno jest zapanować nad emocjami na wizji?

W tym programie zdarzało mi się już płakać ze wzruszenia, a także śmiać się tak, że nie mogłam się pohamować. Siłą „Dzień Dobry TVN” jest to, że obfituje w sytuacje spontaniczne. To sprawia, że bardzo dobrze się w tej pracy bawię, ale też nigdy nie wiem, co mnie spotka, nie mogę przewidzieć, która rozmowa wywoła emocje, nad którymi trudno będzie mi zapanować.

Jedną z takich sytuacji była chyba rozmowa z Manuelą Gretkowską. (Anna Kalczyńska nie kryła oburzenia, gdy Manuela Gretkowska stwierdziła, że to polskie społeczeństwo, akceptujące zakaz aborcji, ponosi odpowiedzialność za dramat małej Madzi z Sosnowca - przyp. red.)

Manuela Gretkowska zaskoczyła mnie swoim tokiem myślenia i porównaniem, które było dla mnie fundamentalnie niesprawiedliwe. Ktoś chciał zupełnie niesłusznie przerzucić na mnie odpowiedzialność za straszną rzecz. Pamiętam doskonale sytuację matki małej Madzi, wszyscy żyliśmy tym dramatem, a na koniec całe społeczeństwo zostało oszukane. Cieszę się, że ta sytuacja znalazła sprawiedliwy finał w sądzie. Absolutnie jednak odmawiam wzięcia odpowiedzialności za to, że ta kobieta miała tak poważne problemy w swoim domu i skrzywdziła niewinne dziecko. Nie zamierzam za to odpowiadać i uważam, że my jako społeczeństwo nie powinniśmy minimalizować ryzyka takich zachowań przez dopuszczenie aborcji. To jest jakieś nieporozumienie. Myślę, że w trakcie tej rozmowy gotowało się we mnie bardziej, niż to pokazałam.

Czy taka napięta atmosfera przenosi się również poza kamery?

Różnie to bywa. Bywają takie sytuacje jak wspomniana wcześniej, gdzie pani Manuela była wyraźnie wzburzona i nawet po zejściu z anteny trudno jej było nad tym zapanować. Zazwyczaj jednak, mimo różnych zdań, żegnamy się, podając sobie dłonie.

Mija już pół roku, od kiedy tworzy pani antenowy duet z Jarosławem Kuźniarem. Jak wam się ze sobą pracuje?

Jak widać, są różnice temperamentów, różnice osobowości i duże ambicje po obu stronach, więc siłą rzeczy musi dochodzić do starć. Najważniejsze jednak, żeby umieć ze sobą rozmawiać. Profesjonalizm polega na tym, by spotykając się w studiu, schować do kieszeni wszelkie animozje i nieporozumienia.

Ostatnio szerokim echem w mediach odbiła się wasza kłótnia na Twitterze. Pojawiły się jednak głosy, że była to autopromocyjna ustawka.

Nie, absolutnie. Ta sytuacja doprowadziła do poważnych rozmów, zostaliśmy ze sobą skonfrontowani. Trzeba było jakoś tę atmosferę oczyścić, więc spotkaliśmy się później i rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło.

I do jakich doszliście wniosków?

Założyliśmy oboje inne intencje, niż miała druga strona. Ja naprawdę nie miałam zamiaru prowokować Jarka, a on dokładnie tak się poczuł, sprowokowany i postawiony pod ścianą. Stąd wziął się zgrzyt. Mamy jednak nadzieję, że więcej do takich sytuacji nie dojdzie. Absolutnie jednak nie była to ustawka, widać było przecież, że ta sytuacja wymknęła nam się spod kontroli.

Po tej wymianie zdań, w której na słowa krytyki Jarosława Kuźniara wobec obecnego rządu, pani skrytykowała rząd PO, uznano panią za konserwatywny głos w TVN-ie. Pojawiło się nawet stwierdzenie, że jest pani twarzą PiS-u w tej stacji.

Każdy, kto mnie zna, wie, że to nieprawda. Oczywiście wszyscy mamy jakieś poglądy, głosujemy, mamy swoje sympatie polityczne. Mój wpis jednak był krytyczny wobec poprzedniej ekipy rządzącej, ale nie chwalił rządów PiS. Ja też jestem krytyczna wobec wielu posunięć tego rządu i się z tym nie kryję. Mam po prostu niezależne poglądy i uważam, że jako obywatel mam pełne prawo oceniania różnych decyzji i posunięć rządzących. Nie czuję się absolutnie twarzą PiS-u. Poza tym jest więcej osób w tej stacji, które myślą poza szablonem, jaki ktoś kiedyś, być może niesprawiedliwie, przypiął TVN-owi. Jesteśmy pluralistyczną anteną, są u nas ludzie o różnych poglądach. Znam naprawdę twardy, pisowski beton w TVN-ie i to nie jestem ja. Mam też kolegów o bardzo wyważonych opiniach, pod którymi ja się podpisuję, przykładem jest Marcin Meller. Lubię myśleć pod prąd i cenię swoich szefów za to, że dają możliwość prezentowania swoich poglądów różnym osobom, zarówno Kubie Wojewódzkiemu, Jarkowi Kuźniarowi, jak i mnie.

A jak zareagowała pani na komentarz Tomasza Lisa, który nazwał panią "PiS-Kalczyńską" i stwierdził, że prowadzenie porannego programu jest powyżej pani kompetencji?

Tomasz Lis przyjmował mnie do pracy w TVN-ie, więc powstrzymam się od komentarza. Pozdrawiam go serdecznie.