Beata Tadla przez 7 lat była zawiązana ze stacją TVN. W 2012 roku podjęła jednak decyzję o rozstaniu z poprzednim pracodawcą i przeniosła się do konkurencyjnej Telewizji Polskiej. W ostatnim wywiadzie udzielonym magazynowi "Grazia", dziennikarka komentuje głośny tekst "Wprostu" o molestowaniu i mobbingu w miejscu pracy:

Rzeczywiście tak jest, że kobiety w Polsce boją się zgłaszać przypadki przemocy - komentuje w wywiadzie. Obawiają się bycia ofiarą podwójnie. Stygmatu, odium. Podejrzewam, że to mogą być potężne ludzkie dramaty i strach bierze górę. Może jest też kłopot z definicją przemocy. Zawsze jest rozdźwięk między teorią i praktyką. Mówimy: "Ja na jej miejscu w życiu bym się tak nie zachował", albo "Na jej miejscu powiedziałabym to i to". I co? Nie zawsze tak robimy, gdy zdarzamy się z podobną materią.

Przypomnijmy, iż w reportażu "Wprost", anonimowa dziennikarka, będąca "znaną twarzą telewizyjną", opowiedziała o przypadkach molestowania seksualnego, jakiego doświadczyła od swojego byłego szefa, "kierującego dużym zespołem telewizyjnym". Magazyn dotychczas nie podał nazwisk bohaterów tego reportażu. 

>>>Czytaj także: Znana dziennikarka była molestowana przez szefa: Mój oprawca robi karierę

Beata Tadla w wywiadzie podkreśliła także, że wbrew niektórym opiniom, da się zrobić karierę w polskich mediach w tradycyjny sposób, a nie przez łóżko szefa:

Mam w sobie ogromną potrzebę samodzielności. Gdybym miała cokolwiek komukolwiek zawdzięczać, nie byłabym sobą. Nie wyobrażam sobie, że robię coś wbrew własnym przekonaniom, żeby osiągnąć cel. Nie jestem i nigdy nie byłam koniunkturalistką i buntuję się, gdy czytam, że jak ktoś ma pieniądze to na pewno je ukradł. Albo gdy pracuje w telewizji to jest reżimowym dzieckiem albo poszedł z kimś do łóżka. Nie można być w miarę zamożnym, bo po prostu ciężko się na to pracowało? Nie można być na eksponowanym stanowisku, bo na pewno się je komuś zawdzięcza? Zapewniam, że można.