W swoim felietonie opublikowanym w Onecie, Młynarska opisuje własne doświadczenia z mobbingiem:

Reklama

Molestowanie i mobbing interesują mnie osobiście, ponieważ ich doświadczyłam. Trzy razy odchodziłam, z trzaśnięciem drzwiami, z roboty w mediach, ponieważ ktoś mocniejszy ode mnie zatruwał mi życie i nadużywał pozycji. Raz był to facet – prezes, który pozwalał sobie na chamskie, seksistowskie teksty w stosunku do mnie. Raz kobieta, która mnie nie lubiła –"bo nie". Trzeci raz, pewna szefowa miesiącami nie podpisywała mojej umowy, uniemożliwiając mi wystawianie faktur. Jednak jednocześnie emitowała, na swojej antenie, materiały mojego autorstwa.

Dlaczego Paulina Młynarska wolała odejść z pracy, niż dochodzić swoich praw w sądzie? Dziennikarka wyjaśnia, co powstrzymuje ofiary takich zachowań przed poszukiwaniem sprawiedliwości:

Ciekawe gdzie bym potem znalazła robotę w swoim zawodzie? Sorry, taki mamy klimat, że będąc samotną matką, z dzieckiem na utrzymaniu, nie bardzo mogłam sobie pozwolić na luksus dochodzenia swoich praw w sądzie i przypięcia sobie etykietki pieniaczki, która "się procesuje". I, bagatelka, niby za co miałabym to robić? Z czego żyć? Płacić ZUS i rachunki? Ratowałam się odchodząc, czy raczej schodząc silniejszym od siebie z oczu i z linii strzału.

Dziennikarka zaznacza także, że czeka na kontynuację śledztwa "Wprost" w sprawie molestowania i mobbingu, bowiem osoby dopuszczające się takich praktyk, powinny ponieść ich konsekwencje:

Wobec powagi rzuconych oskarżeń sądzę, że wielu z nas oczekuje także, że osoba, które się zwróciła do "Wprostu", i od której wszystko się zaczęło, ujawni swoją tożsamość.