Robert Kozyra przez kilka miesięcy borykał się z problemem stalkingu. Juror "Mam talent" miał nadzieję, że w uporaniu się z prześladowcą pomoże mu policja. Niestety jego doniesienie zostało zbagatelizowane:

Reklama

Ktoś mi groził, prześladował, to nie były rzeczy incydentalne. Najpierw myślałem, że ten ktoś da sobie spokój, ale był uparty. Po pewnym czasie z namolnego stał się agresywny. Dzwonił, wysyłał esemesy. Z czymś takim nikt nie czuje się dobrze. Dlatego poszedłem na komisariat to zgłosić. Niestety, funkcjonariusze nie potraktowali tego serio. - opowiada Robert Kozyra na łamach magazynu "Grazia".

Oburzony juror relacjonuje, że co prawda policji udało się ująć prześladowcę, jednak postępowanie zostało szybko umorzone:

Czuję się zagrożony, więc idę na policję, ale po kilku tygodniach okazuje się, że i tak muszę radzić sobie sam. Zastanawiam się czasem, w jakim kraju żyję. Jadę do centrum i trzy razu sprawdzam, jak zaparkowałem auto, bo jeśli będzie wystawało poza linię, to straż miejska da mi mandat. Mam wrażenie, że do karania rwą się wszyscy, ale pomóc nam urzędnicy nie chcą. Hipokryzja do kwadratu - bulwersuje się Kozyra na łamach "Grazii"

Podzielacie zdanie Roberta Kozyry na temat pracy polskiej policji?