Nie przestajesz zaskakiwać. Napisałaś teraz książkę z wierszami dla dzieci. Jak się wykluły "Kolorowe ptaki"?

Bardzo się cieszę, że ta książka ujrzała światło dzienne. Jestem z niej dumna. Rozkręciłam się z pisaniem książek. Zaczęłam po siedemdziesiątce i ciągle nie mam dość. Były dwie książki biograficzne "Wyśpiewam wam wszystko" i "Wyśpiewam wam więcej ". Teraz ta książeczka. Jestem cały czas poetycko zafascynowana Brzechwą i Tuwimem. Tak jak muzycznie byłam i jestem zafascynowana Ellą Fitzgerald. Jak gram koncert, to po pięciu bisach cytuję jeden z wierszy z "Kolorowych ptaków ". Oczywiście w wersji dla dorosłych. Mówię tak: jasne jest jak słońca promienie, płać ubezpieczenie. Bo ja dużo gadam na koncertach, a ludzie to lubią.

Reklama

Promieniejesz optymizmem i szczęściem, masz mnóstwo energii. Jak to robisz? Skąd bierzesz tę energię i siłę?

Jestem kobietą, a kobiety są o wiele bardziej praktyczne niż męska część świata. Jako osoba praktyczna zaczęłam się kiedyś zastanawiać, jak to jest, że niektórzy ludzie są przygarbieni i wpatrzeni w chodnik, jakby tam były jakieś ciekawe reklamy, a inni chodzą z podniesioną głową. Od czego to zależy? Od genów? Chciałam się dowiedzieć, co zrobić, żeby żyć łatwiej i szczęśliwiej.

Wpadam na niesamowite pomysły i tak też się stało w tym przypadku. Geny, zmiana genów! Ale genów się nie da podobno zmienić. Miałam koncert dla ok. 200 lekarzy. Śpiewałam, opowiadałam anegdotki. Wszyscy się cieszyli, myśleli sobie: ona dziwnie śpiewa, ale taka wesoła jest. I nagle mówię im: uważam, że można zmienić geny. Na sali zaległa cisza. Konsternacja. Pomyśleli sobie, że Dudziak jest fajna, ma dobrą energię, ale bzdury opowiada. Potem przeczytałam, że według badań naukowych można w pewien sposób manipulować genami – część uciszyć, a części dać się rozwinąć. Wymyśliłam sobie sama to, co naukowcy badali latami. Tacy są artyści, nieprzewidywalni. I mają niesamowite pomysły.

To jak to jest z tymi genami i optymizmem?

Optymizmu można się nauczyć tak jak obcego języka. To jest kwestia wyboru. Nie wolno iść na łatwiznę i odpuszczać. Trzeba walczyć. Żyjemy nawykami, wmawiamy sobie pewne rzeczy. Nie słuchamy ludzi, bo jesteśmy pewni, że wiemy, co nam powiedzą. Jeżeli jesteśmy na tyle mądrzy, żeby nie robić podstawowych błędów, nie nakręcać się, nie osądzać, nie denerwować się czymś, co nas nie dotyczy albo na co nie mamy wpływu, odpowiednio pozytywnie się nastrajamy. Jak zadbamy o swój dobrostan, o swój organizm, to on sobie poradzi.

Mało też siebie chwalimy, raczej ganimy. Teraz mówię do siebie: Halo, Uleńko, zaraz znajdziesz komórkę. I znajduję. Kiedyś się złościłam i mówiłam: widzisz oślico, znowu coś zgubiłaś. Jak się ma dobrą energię i z tą energią idzie się do konkretnego celu, to ten cel z nami rezonuje. Żyję więc bezstresowo i powtarzam, że jestem wspaniała. Pracuję teraz nad tym, żeby spać w nocy sześć, siedem godzin. Za dużo czasem kombinuję, tworzę i nie mogę zasnąć, szkoda mi czasu na sen, a sen jest potrzebny. Mam też ufne nastawienie do życia, wiem, że to pomaga, choć nie zawsze bywa wesoło. Patrzę na świat z perspektywy dziecka. Dla mnie wiek nie ma żadnego znaczenia.

Reklama

Gdzie spędzasz teraz najwięcej czasu? W Warszawie czy na Podlasiu?

Mieszkam na Podlasiu, jestem zespolona z przyrodą, obserwuję ją. Mam tam dom, kochanego Bogusia, mojego partnera, cztery psy i trzy koty. Razem z Bogusiem zbudowaliśmy sobie tam raj. W 1996 r. konsultowałam mój znak zodiaku z wybitnym astrologiem, Leszkiem Weresem. Powiedział mi, że najlepszy miejscem dla mnie jest południowa Francja. Pięknie. Koncertowałam w Aix-en-Provence z zespołem, potem siedziałam sobie na tarasie, sącząc drinka, otoczona lawendą. A teraz jestem na Podlasiu, siedzę na tarasie, wokół lawenda, którą posadził Boguś. Mam tam swoją południową Francję. Gramy w tenisa, bo jest tam kort, pływamy. Jestem uzależniona od muzyki i od tenisa też.

Urszula Dudziak zachwyca formą i cieszy się życiem. / archiwum prywatne

Jak dbasz o siebie?

Uważam na to, co jem, ale nie przesadzam z tym. Jak chcę schabowego, to zjem. Moja córka jest wegetarianką i obserwuje mnie, a potem mówi: mama, wiesz co, jak ja widzę, jak ty pochłaniasz tę golonkę, to jest niemożliwe, żeby ci zaszkodziła. Golonkę jadam rzadko, ale bardzo lubię. Czytam etykiety, pilnuję, żeby pić czystą wodę. Obserwuję swój organizm, jak coś mi zaszkodzi, więcej tego nie biorę. Jestem ciągle w ruchu.

Jakie miejsce w ogólnym, życiowym dobrostanie zajmuje miłość?

Ważne. Nie szukałam partnera, jestem kobietą, która umie być sama. Dopiero gdy umiemy być niezależni, cenić to, co mamy, wtedy możemy związać się z drugim człowiekiem, bo każde z nas ma swój świat. Bogdan pojawił się w pewnym, odpowiednim momencie. Spotkaliśmy się pierwszy raz na Podlasiu, jest przyjacielem męża moje przyjaciółki, Irenki.

Słynna piosenkarka jazzowa była jurorką i trenerką zarówno w "The Voice of Poland" jak i "The Voice Senior". / AKPA

Jakie cechy powinien mieć mężczyzna, który cię interesuje?

Przede wszystkim musi być mądry, inteligentny, z poczuciem humoru, bez tego życie jest smutne. Z Bogusiem mamy niesamowitą chemię. On jest mądralą, przeczytał bardzo dużo książek. Odpowiada na prawie wszystkie pytania w teleturniejach. Nie jest fajtłapą, nie marudzi. Bywa uparty, ale mamy taki układ, bardzo odświeżający. Mówię: Bogusiu, dziś jest mój dzień, zgadzaj się dziś na wszystko, bo ja mam rację. Następnego dnia jest odwrotnie, umawiamy się, że Boguś ma rację. To jest fantastyczne, uczy nas spojrzenia na drugiego człowieka.

Dla Urszuli Dudziak wiek to tylko liczba. / AKPA

Miłość, a więc też seks. A to bywa temat tabu…

Zostaliśmy tak wychowani, że nie mówimy o tym, co ważne, ugrzęźliśmy w stereotypach. Przecież seks to jest piękna, cudowna rzecz. Zbliża nas do partnera i jest bardzo zdrowy. Kochajmy się!

W tej swojej jasności i optymistycznym podejściu do życia zapominasz, wybaczasz czy chowasz urazę?

Wymazać się z pamięci pewnych rzeczy nie da, ale na szczęście pamięć z niektórymi wspomnieniami sama robi porządek. Jestem pamiętliwa, ale wybaczam, nie chce się stresować. To, co było, zostawiam za sobą i idę dalej, nie chowam urazy.

Jestem zodiakalną Wagą, optuję zawsze za balansem, ale wolę ekstazę od smutku. Rozmawiałam niedawno przyjaciółką, która jest lekarką i zapytałam, czy ja nie przesadzam z ta ekstazą. Ale tak dużo się dzieje. Mam cudownego faceta, realizuję mnóstwo projektów. Razem z córką, z Miką Urbaniak i jej mężczyzną, Victorem Daviesem, robimy płytę. A jak mam czas, to siadam sobie z muzyką, coś pisze, coś śpiewam. To jest dla mnie najlepszy, duchowy odpoczynek. Planuję, że będę żyła 100 lat.