Małgorzata Tomaszewska została mamą pięć lat temu. Swoją pociechę, czyli syna Enzo pokazuje na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Enzo jest wygadany, chętny do tego żeby go pokazywać, nagrywać. Dlaczego go pokazuję? Bo on tego chce. Uważam, że zawsze to dziecko musi samo zdecydować, czy mama może mu zrobić zdjęcie i wrzucić do sieci. Kiedy ja byłam dzieckiem, a też byłam dzieckiem znanej osoby, nie chciałam się pokazywać. Nie było wtedy social mediów, ale tata jeździł do telewizji, ja byłam zapraszana razem z nim, ale skoro nie chciałam, to on mnie nie zmuszał – wyjaśnia Tomaszewska.

Reklama

Dodaje, że pokazuje tylko niektóre nagrania z synkiem.

Gdy jest niegrzeczny, smutny albo płacze to absolutnie tego nie robię – mówi.

I dodaje, że gdyby jako dziecko jeździła z tatą do telewizji, dziś raczej nie robiłaby tego, co robi, a więc w niej pracowała.

Miałabym zapewne uraz – stwierdza.

Jak mówi Enzo ma pięć lat i coraz więcej rozumie.

Nie daje się już oszukiwać. Kiedy mówię, że za chwilę wrócę albo coś za chwilę zrobimy a ta chwila trwa 40 minut, to wie, że go oszukałam. Nie mogę naginać prawdy, muszę tłumaczyć jak jest naprawdę – opowiada Tomaszewska.

Przyznaje, że jej syn, choć jest jeszcze małym chłopcem, jest bardzo opiekuńczy.

Przykrywa mnie kocem, mówi, że mi zawsze pomoże i zawsze obok mnie będzie. To jest wzruszające – mówi Tomaszewska.

Zapytana o to jaką jest mamą, mówi, że choć może nie zabrzmi to skromnie, uważa, że jest dobrą mamą.

Daję mojemu synkowi dużo swobody. Oczywiście zabraniam mu pewnych rzeczy, które nie są adekwatne do jego wieku, ale też pozwalam na to, by doświadczał. Jak się przewróci, to wstanie, oczywiście czuwam, wyciągam rękę, gdy jej potrzebuje, ale nie biegnę za dzieckiem, nie pilnuję każdego kroku. Nie uważam, że to jest złe, bycie taką opiekuńczą mamą, ale ja wybrałam trochę inną drogę – tłumaczy.

Czy dziadek, czyli ojciec Małgosi Jan Tomaszewski sprawdza się w roli dziadka? Okazuje się, że nie czuje się tak dobrze w tej roli.

Dziadek się tej odpowiedzialności trochę boi. Nie zostanie z dzieckiem na pięć minut, bo uważa, że Enzo jest zbyt żywiołowy. Owszem chwilę z nim spędzi, ale najchętniej nie sam na sam, ale w mojej obecności, na wszelki wypadek. Myślę, że z czasem, gdy Enzo podrośnie to się zmieni – wyznaje Małgosia.