Ryszard Terlecki w biografii "Słońca bez końca" wspomina swój związek z Korą.

Kiedy się poznali Terlecki był studentem historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. On i Kora należeli do ruchu hipisowskiego.

Reklama

Spodobała mi się od razu - szczupła, śliczna dziewczyna, ciemne długie włosy splecione w dziwne warkoczyki. Przyszła w kolorowej sukience, na szyi miała dużo różnych korali, na rękach błyskotki i bransolety. Prawdziwa hipiska. Ja też byłem hipisem, ale ubierałem się normalnie, chociaż miałem dzwoneczek na szyi, korale i opaskę na włosach. To nas chyba zbliżyło Miałem 19 lat, Kora 17. Była ważną kobietą w moim życiu, choć przecież nie pierwszą. Ale na pewno pierwszą, z którą byłem związany w czasach hipisowskich - tak Terlecki wspomina pierwsze spotkanie z Korą.

Wspomina, że nocowali na klatkach schodowych, nie mieli pieniędzy i nie stronili od używek.

Pamiętam, że czasem paliliśmy niedopałki znalezione na przystankach tramwajowych i jedliśmy resztki w barze, jak ktoś nie dojadł - wspomina Terlecki.

W rozmowie z politykiem PiS nie zabrakło pytania o wyznanie Kory sprzed kilku lat. Wokalistka Maanamu przyznała, że relacja z Terleckim miała opierać się na ostrym seksie.

Opowiadała też, że bardzo zdominowałem ją psychicznie, że to był sadystyczny związek. Nigdy nie miałem takiego wrażenia - wyjaśniał.

Spotykaliśmy się jeszcze później, kiedy była już z innymi mężczyznami. Czasem wpadaliśmy na siebie gdzieś na trasach. Niedługo, może rok, dwa. I choć oboje byliśmy już w innych związkach, myślałem o niej czule - mówi Terlecki.