Magdalena Boczarska była gościem cyklu "W moim stylu" Magdaleny Mołek.

Powiedziała, że w codziennym funkcjonowaniu pomaga jej terapia, na którą chodzi.

Mam cudowną rodzinę, mam partnera, mamę, mam bliskie osoby, które mnie wspierają, ale z dumą mówię, nie wstydzę się do tego przyznać, że jestem od prawie dwóch lat w terapii. Mówię o tym z olbrzymią dumą, bo uważam, że to jest powód do dumy, a nie do wstydu - powiedziała.

Wyznała, że zaczęła chodzić na terapię, gdy jej syn zaczął mieć kłopoty ze snem.

Reklama

Nic się takiego w moim życiu nie podziało. To zabawna sytuacja. Poszłam z moim synkiem (do lekarza – red), który nie spał po nocach, i szukałam pomocy i konsultacji. I pani po jednym zdaniu, zadała mi pytanie, które mnie kompletnie zatrzymało. Pani mnie zapytała, czy ktoś w mojej rodzinie, a mam tatę artystę, któremu też nie był obcy alkohol na pewnym etapie życia, czy w dzieciństwie nie było mi to obce - opowiedziała.

Nie nazwała tego dorosłym dzieckiem alkoholika, ale gdzieś stan, który w sobie noszę, pod to podlegał. Jak się jej do tego przyznałam, powiedziała mi, że to jest bardzo charakterystyczne dla takich osób i powiedziała, że mam w sobie permanentne poczucie kontroli, czy zdaję sobie z tego sprawę. I to mi dało bardzo dużo do myślenia - powiedziała aktorka.

Aktorka przyznała też, że trudno przychodzi jej proszenie o pomoc i dzielenie się z kimś obowiązkami. Nie można chcieć trzymać we wszystkich sferach steru. To najnormalniej w świecie nie jest dla mnie dobre - dodała.