Marianna Dufek mogła opowiedzieć o tym, jak wyglądało jej małżeństwo z Durczokiem, bo skończył się okres pięciu lat, kiedy zobowiązała się zachować milczenie w tej kwestii.

W rozmowie z "Fashion Magazine" opowiedziała też o szczegółach jego choroby i ostatnich chwilach jego życia.

Reklama

Dzisiaj bronię go już tylko jako świetnego dziennikarza, który zmarnował talent i życie. Dla mnie to gotowa historia – nie chciałabym przesadzić – ale na film. Człowieka stąd, ze Śląska, który wszedł na szczyt i mógł wszystko - mówi Dufek w rozmowie z Mateuszem Szymkowiakiem.

Na pytanie, czy czuła, że zbliża się jego koniec, odpowiedziała, że "czuli to wszyscy".

Chorował na żylaki przełyku. Wiedział, że jest bardzo chory, i myślę, że podświadomie chciał końca. Po jego śmierci zadzwonił do mnie nasz dobry znajomy – transplantolog z warszawskiego szpitala na Banacha. Powiedział, że Kamil po pierwszym ataku, kiedy przeszedł transfuzję, wiedział, że konieczny jest przeszczep wątroby. Miał zacząć przygotowywać się do procedury, ale więcej nie zadzwonił - opowiedziała.

Musiałby przestać pić. I zacząć inaczej żyć, przestawić wiele rzeczy w głowie. Nie wyobrażam sobie też sytuacji, w której na dobre ruszyłyby procesy sądowe. Miał pełną świadomość, co mu grozi. Górę wziął jego gen autodestrukcji - wyznała Dufek.

Przyznała, że "nie zna drugiej osoby, która tak sobie zmarnowała życie.

Zdarza mi się myśleć, czy i gdzie ja popełniłam błąd. Szybko jednak wyrzucam z głowy te myśli, bo nic to nie zmieni. Patrzę w przyszłość - dodała.