Od początku pandemii COVID-19 na tę chorobę zmarło ponad 100 tys. osób w Polsce.

Reklama

Joanna Racewicz postanowiła skomentować to we wpisie na Instagramie.

Ponad sto tysięcy ofiar pandemii. 100 000. Ponad tysiąc Tupolewów rozbiło się o ziemię. Dwa tysiące autokarów runęło w przepaść. Miasto wielkości Elbląga, Kalisza, albo Włocławka przestało istnieć - zaczęła tymi słowami swój wpis.

Sto tysięcy istnień – za każdym – czyjeś łzy, bezsilność, cierpienie, brak oddechu, umieranie w samotności, bez szans na ostatni dotyk, spojrzenie, choć słowo.

Wspomniała, że jej przyjaciółka nie mogła zobaczyć ciała zmarłej matki, bo zabronił jej tego pracownik zakładu pogrzebowego. Opisała tę sytuację jako "pełen reżim".

Od stycznia do listopada 2021 r. – 1339 prób samobójczych młodych ludzi. 1339 dziewczyn i chłopców przed "18" chciało odebrać sobie życie. Rok temu było ich "tylko" 765. W każdym przypadku – to wołanie o uwagę, o pomoc, ryk, skowyt. Każde dziecko to oskarżenie rzucone w twarz – nas, dorosłych. Naszej głupoty, ślepoty, ambicji, ego, wybujałych oczekiwań. Naszego zadufania, powierzchowności, dostrzegania źdźbła w cudzym oku i nie widzenia belki we własnym - napisała.

Wyje we mnie dziś każda z tych liczb. Cierpnie skóra od inflacji. Jeśli nie zabije cię żadna z poprzednich – dopadnie z pewnością cyfra od GUS-u. 8,6 proc. Jeszcze bez podwyżek cen energii. Tak źle nie było od dwóch dekad - dodała.

Wiem, że Instagram jest od tej "ładniejszej" strony życia. Wiem, bo sama często tę "ładniejszą" stronę pokazuję. Także po to, żeby dać siłę, kiedy mnie samej brakuje oddechu. Dziś trzeba jednak powiedzieć. Czarno na białym - napisała na koniec.