W połowie maja Filip Chajzer opublikował na Instagramie wpis, w którym wyznał, że od stycznia ubiegłego roku zmaga się z depresją.

Reklama

Teraz opowiedział o swoich zmaganiach z tą chorobą w rozmowie z magazynem "Viva". Wyznał, że czuł "wewnętrzną potrzebę" podzielenia się ze światem historią osobistych zmagań. Jak stwierdził, po opublikowaniu postu czuł, jakby "zdjął z siebie słonia".

Poczułem, że jeśli nie wyrzucę tego z siebie, będę coraz cięższy i cięższy. A chciałem w końcu poczuć się lekko - przyznał.

Bardzo się bałem. Nie, że depresja wróci, ale że ludzie zaczną pisać: „Co on p…li?!”. Wiem, że ludzie myślą: Jak człowiek, który jest prezenterem, wiecznie uśmiechnięty, który ma pieniądze, dom, rodzinę, może mieć depresję? Jakie on ma prawo mówić o depresji? (...) To może zabrzmieć jak próba użalania się nad sobą. I to bardzo nieudolna. Ale czułem, że to jest ten moment, kiedy mogę powiedzieć, co mnie spotkało - powiedział.

Zalały mnie tysiące komentarzy, w których ludzie opisywali swoje zmagania z tą podstępną i okrutną chorobą. Ona nie wybiera. Nieważne, czy jesteś dyrektorem banku, kierowcą autobusu, czy weterynarzem - mówił.

Wyznał, że dużym wsparciem była dla niego koleżanka z programu Małgorzata Ohme.

Musiałem wychodzić do ludzi, uśmiechać się, prowadząc program. Dla mnie bycie "pro" w pracy jest bardzo ważne (...). [Ohme - przyp. red] wiedziała doskonale, o co chodzi. Była buforem między mną a tym, co w danym momencie było mi niepotrzebne - powiedział.

Co uratowało Chajzera?

Jego zdaniem uratowała go pandemia koronawirusa.

(...) Wybuchła wtedy, kiedy miałem swój najgorszy czas. Bałem się wyjść z domu, bałem się ludzi. Maseczka stała się moją czapką niewidką. Zakładałem ją, czapkę z daszkiem, okulary przeciwsłoneczne i byłem niewidoczny. Ja wtedy w środku… nie żyłem (...) Tak naprawdę bałem się nie tylko wyjść z domu. Bałem się wyjść z łóżka, wsiąść do samochodu. Byłem jak zahibernowany. To chyba najlepsze słowo. Nic nie miało dla mnie znaczenia - wyznał.

Co mogło być powodem depresji Chajzera?

Został także zapytany, czy wpływ na jego depresję mogła mieć śmierć jego syna Maksa w 2015 roku.

Myślisz o nieprzepracowanej traumie? To jest możliwe. Myślę, że psychologowie albo psychiatrzy mogliby powiedzieć to samo (...). Może się wydawać, że traumatyczne przeżycie udało ci się przepracować, przerobić, dojść do siebie i wypłynąć na powierzchnię. A jednak masz to wszystko w tyle głowy. Zawsze! W każdej minucie życia, 24 godziny na dobę. Nie zapominasz ani na sekundę. Ja tak mam. A potem staje się coś takiego, przez co ta tragedia wraca do ciebie ze zdwojoną siłą. Dostajesz podwójny strzał. Ja dostałem (...). Na szczęście przez to, co mnie spotkało, wyszedłem silniejszy - wyznał.