Wprowadzone przez rząd ograniczenia mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniającego się koronawirusa sprawiły, że wiele branż z początkiem marca zupełnie przestało funkcjonować. Dotyczy to między innymi kin, teatrów, galerii i innych ośrodków kultury i sztuki, które od tego czasu pozostają zamknięte. Sytuację tę bardzo mocno odczuli artyści i pracownicy tego sektora, zwłaszcza ci, których twarzy nie znamy z pierwszych stron gazet. Całe rzesze mniej znanych aktorów, muzyków, czy techników pracujących przy spektaklach czy koncertach z dnia na dzień straciło źródła utrzymania.

Reklama

Opinia publiczna z oburzeniem reaguje więc na narzekające na swój los gwiazdy, które przed pandemią mogły liczyć na wysokie gaże za swoje projekty. Kiedy Barbara Kurdej-Szatan próbowała zwrócić uwagę na trudną sytuacją artystów, wylał się na nią ogromny hejt. Aktorka musiała zapewniać w mediach społecznościowych, że nie miała na myśli siebie, a wielu kolegów po fachu, którzy nie mają tak rozpoznawalnego nazwiska.

Kilka dni temu z podobną reakcją spotkały się słowa Macieja Stuhra. Aktor w rozmowie z "Wirtualną Polską" powiedział bowiem:

Przede wszystkim walczymy o nasze bezpieczeństwo. Naszych rodziców, naszych dzieci. Zastanawiamy się, za co zrobimy zakupy w następnym tygodniu. Ja osobiście zarobiłem ostatnią złotówkę dwa miesiące temu. Tym żyje Polska, tym żyją ludzie.

To wyznanie sprawiło, że na głowę Stuhra wylała się lawina krytyki za to, że śmie narzekać na swoją sytuację. Aktor postanowił więc uspokoić wszystkich zatroskanych jego losem i na swoim Facebooku zamieścił takie oświadczenie:

Szanowni Państwo, bardzo dziękuję za zainteresowanie moimi sprawami finansowymi, ale ponieważ doszło do pewnej nadinterpretacji moich słów, pozwólcie, że sprostuję. Jestem ostatnim człowiekiem na ziemi, który powinien narzekać na swój los i nie zamierzam tego nigdy robić. Mam się względnie dobrze i myślę że dam sobie radę jako duży chłopczyk (jak mówił Piotrek Bałtroczyk, właśnie przeszedłem z Kinder Biovitalu na Geriavit). Nie zmienia to faktu, że jestem w tej grupie Polaków, którzy z początkiem marca przestali zarabiać, bo nie są na etatach, które by im zapewniały przetrwanie, i na sytuację tej grupy chciałem zwrócić uwagę w kilku wywiadach. Bo skoro aktorzy, którym wiodło się tak dobrze jak mnie zarobili przez dwa miesiące zero zeta i perspektywy są jakie są, to w jakiej sytuacji są moi koledzy, którym już przed kwarantanną żyło się ciężko? Tyle chciałem powiedzieć i tylko tyle. Dziękuję za uwagę i trzymajmy się ciepło!

W rozmowie z dziennik.pl zaś aktor stwierdził zaś, że obawia się, że sytuacja instytucji kultury jeszcze długo będzie trudna:

Jeśli chodzi o instytucje kulturalne, biznes rozrywkowo – artystyczny na pewno będą bardzo mocno pokiereszowane. Obawiam się niestety, że nawet jeśli wszystko wróci do względnej normy, to sfera kulturalna jest ostatnią, która ruszy pełną parą, bowiem prędzej zapełnią się galerie handlowe niż teatry, kina czy sale koncertowe.