"Zadzwoniła i powiedziała: jestem taka zmęczona, pracowałam przez 13 godzin. Mamo, jestem taka zmęczona, tak bardzo chciałabym pójść spać" – tak miały brzmieć ostatnie słowa Włady, które wypowiedziała podczas telefonicznej rozmowy ze swoją matką.

Reklama

Kilka godzin później, tuż przed ostatnim wyjściem na wybieg podczas pokazu mody w Szanghaju, Włada straciła przytomność, zapadła w śpiączkę, a po dwóch dniach zmarła. Obok głównej przyczyny śmierci nastolatki, jaką było wyczerpanie organizmu, podawane jest zapalenie opon mózgowych i sepsa.

"Nie chciała sprawiać problemów"

Matka dziewczyny – Oksana Dziuba, która, na co dzień jest szefową jednego z rosyjskich magazynów dla kobiet - potwierdziła w rozmowie z mediami, że córka skarżyła się, że bardzo źle się czuje. Nie posłuchała jednak rady i nie pojechała do szpitala. – Nie chciała sprawiać problemów – tłumaczyła matka modelki. Jak po tragicznym wydarzeniu pisał "Daily Mail" Włada nie potrafiła wyegzekwować zawartego w kontrakcie zapisu, który nie pozwalał jej na pracę dłuższą niż 8 godzin dziennie. Zgadzała się pozować i brać udział w pokazach ponad wyznaczoną normę godzin. Miała bać się, że straci pracę i przepadnie jej kontrakt (Włada po kilku sukcesach na rosyjskim rynku, otrzymała szansę i trzymiesięczny kontrakt właśnie w Chinach).

Poza tym nie miała wykupionego ubezpieczenia zdrowotnego. - Zbieramy owoce tego, na co pozwoliliśmy – tak śmierć nastolatki skomentowała Elwiara Zaitsewa, szefowa agencji modelek, która wysłała ją na kontrakt. Inną wersję wydarzeń zaprezentowała strona chińska. Agencja modelek Esee, dla której pracowała 14-latka, we wpisie na portalu społecznościowym oświadczyła, że Włada dzień przed pokazem pracowała od 8 do 17, a więc w sumie dziewięć godzin.

Reklama

Chiny to ciężki rynek

Czy śmierć Włady wstrząśnie światem mody i doprowadzi do zaostrzenia przepisów? – To, co się stało, jest wielkim dramatem, ale prawda jest też taka, że ktoś nie pomyślał i zachował się bardzo głupio – komentuje sprawę w rozmowie z dziennik.pl Maciej Lisowski, właściciel agencji New Age Model. Zaznacza, że owszem w wielu agencjach pracują 13- i 14-latki, ale żadna szanująca się agencja nie wyśle tak młodej dziewczyny do Chin. – To naprawdę bardzo ciężki rynek, nawet dla tych starszych modelek. Jedyny kraj, do jakiego taką młodą dziewczynę, poza Europą, można wysłać na zlecenie, to Japonia. Tam modelki mają swoich kierowców, opiekunów, którzy kontrolują, czy są wyspane, czy pracowały przepisowe osiem godzin, a jeśli zarwały noc na imprezie, to następnego dnia po prostu nie pracują – wyjaśnia Lisowski.

Przyznaje, że w Chinach rynek ten wygląda zupełnie inaczej. – Tam nikt nie pilnuje, co dziewczyna robi po godzinach, a nietrudno przewidzieć, że taka nastolatka, która nie jest pod opieką rodziców, jest z dala od domu i sama o sobie decyduje, może zbyt mocno poczuć zew wolności – wyjaśnia. I dodaje, że choć dla niektórych zabrzmi to okrutnie, w tym zawodzie wygrywają te dziewczyny, które poza tym, że dobrze wyglądają, nie są głupie i mają rozum. – Nie pozwolą sobie na zbyt wiele, bo wiedzą, że więcej przez to stracą, niż zyskają – mówi.

W Nowym Jorku młode dziewczyny, ale i chłopcy, którzy próbują swoich sił w tym zawodzie, nie mogą pracować dłużej niż 8 godzin dziennie i nie więcej niż dwa dni z rzędu. Ponadto pomiędzy jednym a drugim zleceniem czas przerwy musi wynosić 12 godzin.

Odpowiednie przepisy kontra hipokryzja

Także Europa wprowadza coraz więcej regulacji dotyczących tego zawodu i pilnuje nie tylko wieku, ale i wagi modelek. Niektóre międzynarodowe magazyny podpisały wspólne zobowiązanie, że nie będą zatrudniać dziewczyn, które nie mają ukończonych 16 lat. W 2007 roku British Fashion Council wprowadziło ograniczenia dotyczące wagi modelek oraz przepis zabraniający nastolatkom udziału w pokazach mody. W USA natomiast niepełnoletnie dziewczyny nie mogą prezentować kolekcji dla dorosłych. Po śmierci Włady nawet Chiny oświadczyły, że poważnie zastanowią się nad wprowadzeniem limitu wieku i nie będą zatrudniać modelek poniżej 18. roku życia.

Nie wszyscy wierzą, że przepisy będą stosowane. Sceptycznie podchodzi do tych deklaracji Joanna Bojańczyk, krytyk mody. – Ten problem niestety nigdy na sto procent nie zostanie rozwiązany. Wiele razy mówiło się o tym, że modelki za chude nie będą mogły chodzić na pokazach, wprowadzano obostrzenia co do norm i wieku, ale sprawy mają się tak, jak się miały. Projektanci chcą i będą zatrudniać takie modelki. Nic im w tym nie przeszkodzi – mówi dziennikowi.pl.

I dodaje, że temat mierzenia, ważenia, czy zaglądania w metrykę pojawia się dopiero przy okazji afery takiej jak ta ze śmiercią 14-latki. – Wtedy pojawiają się głosy: "ach, jak się tym przejmujemy", a po kilku tygodniach wszystko wraca do normy, bo ubrania najlepiej prezentują się na chudej i młodziutkiej modelce. Czy wtedy kogoś obchodzi, czy ta dziewczyna się głodziła, jadła waciki, czy miała anoreksję? Nie. To pokazuje straszliwą hipokryzję tego środowiska – uważa Bojańczyk.